Miecz z Kielczy

Foto pochodzi ze strony Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.
Miecz z Kielczy

Nie mniej interesującym odkryciem jak historia bożka Tyr odnalezionego w jemielnickim stawie, jest przedstawiony w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, miecz z Kielczy ( pomiedzy IV a V okresem epoki brazu) Tak oto opisywany jest w recenzji wystawy jaka miała miejsce w ostatnim czasie w Bytomiu.

,,Wystawa przybliża nieznaną historię jednego z nich, odkrytego przypadkowo wraz z dwoma innymi na wschód od wsi Kielcza, w województwie opolskim, w 1922 lub 1923 roku. Miecz, który w 1929 roku trafił do Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu (wówczas Oberschlesisches Landesmuseum) wraz z fragmentem głowni drugiego okazu, zaginął w wojennej zawierusze. Trzeci zaginął wkrótce po odkryciu. Miecze wykonano z brązu, czyli stopu miedzi, około 1000–800 lat p.n.e. Pod koniec 1944 roku Niemcy ewakuowali z bytomskiej placówki najcenniejsze zbiory archeologiczne. Po zakończeniu wojny, podczas szacowania strat, okazało się, że wśród zaginionych zbiorów są także miecze z Kielczy.

Dopiero w 2014 roku został odnaleziony w Muzeum Powiatowym w Nysie. Z wojennej zawieruchy wyszedł poturbowany – mocno ucierpiały rękojeść i głownia. Wykorzystując przedwojenne zdjęcie z archiwum Muzeum Miejskiego we Wrocławiu, firma The Farm 51 z Gliwic wykonała na zlecenie Muzeum Górnośląskiego komputerową rekonstrukcję miecza. Jest ona prezentowana na wystawie obok oryginalnego, jedynego w swoim rodzaju eksponatu. Cennemu zabytkowi z Kielczy towarzyszą brązowe miecze ze zbiorów archeologicznych Muzeum. Wystawę wzbogacą również wykłady (np. „odkrywcy” miecza, Michała Bugaja z Oddziału Terenowego Narodowego Instytutu Dziedzictwa w Katowicach), lekcje muzealne i warsztaty dla najmłodszych (jak „Excalibur i jego kompania. Najsławniejsze miecze w historii” w sobotę, 12 maja) podczas Pikniku Archeologicznego i Wakacji z Archeologią,,

Próba rekonstrukcji miecza z Kielczy na podstawie dostepnych materiałów Pfützenreitera, kopia rysunek tego archeologa zamieszczona w opracowaniu ,,Ziemia strzelecka,,

Tekst w cudzyslowie zaporzyczony ze strony Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, dział Archeologia.

Historia znaleziska z Jemielnicy część 3

Miała około 2 i 5/8 Zolla wysokości. Wykonana była ze stopu metalu o złotawej barwie. Początkowo przypuszczano że może być to złoto, jednak po anlizie chemicznej stwierdzono że rozchodzi się o stop cyny i miedzi a więc brąz. Zawieszony w powietrzu i uderzony innym przedmiotem wydawał specyficzny odgłos spiżu. W wielu miejscach postać jest prosta i surowa, jednak w całości robi wrażenie dobrego odlewu. Niektóre partie odlewu wskazują, że artysta który formował tą postać włożył w jej tworzenie wiele delikatności i finezji. Ukazanie postaci w ruchu, szczególnie ułożenie nogi i stopy sprawia wrażenie dobrego opanowania rzemiosła rzeźbiarskiego. Całość przedstawia sobą czystość i prostotę bez wszelkich zbędnych dodatków, takich jakie zastosowano w znalezisku bożka Tyr z Rethra. Wpół naga sylwetka przedstawia sobą dokładne odbicie ukazane z przodu, gdzie otaczająca środkową część ciała chusta sięgająca prawego biodra, zwisa z tej strony aż do kolana. Jej koniec założony jest na pasie wykonanym ze zwiniętej chusty opasajacej brzuch. Na stopie, kilka linii w postaci zagłębionych kresek zaznacza wydatnie ukazane palce. Lewa noga jest lekko podkurczona jakby artysta przgotowywał postać do postawienia kroku na palcach. Szczególnie uwypuklony jest element piszczeli podudzia w porównaiu z udem, nieco pogrubionym. Cała figura znajduje się na małym cokole, u góry i na dole o gładkiej powierzchni, w którym wykonano małe nacięcie. Przypuszczalnie jest to miejsce usadowienia włóczni, która musiała przechodzić przez dłoń lewej ręki ustawionej na wprost do przodu, o skręconej lekko dłoni. Sprawia to wrażenie że jest ona skierowana ku środkowi, jakby miała zbliżac się do ciała. Widoczne pięć palców dłoni są wyraziste i wyeksponowane w ten sposób, że są lekko zakrzywione do środka, jakby chciały zacisnąć dłoń. Pozwala to nam na wysunięcie przypuszczenia że w dłoni musiała znajdować się włócznia wsparta w owym nacięciu podstawy. Także kąt nachylenia naciecia wskazuje na jego przystosowanie do podtrzymania włóczni. Prawdopodobnie delikatność materiału umieszczonej w dłoni włóczni spowodowała że zaginęła ona, lub została zniszczona. Jest to jedyny brak w tej kompozycji. Na piersiach odnajdujemy kilka nacięć, kresek, które mogły by być zinterpretowane jako znaki runiczne. Jednakże dokładniejsza analiza pozwala nam stwierdzić że kreski te są wykonane celem zaznaczenia owłosienia. Przedramię prawej ręki uniesione jest prawie pionowo a samo ramię wysunięte do przodu, w ten sposób że, łokiec tworzy prawie kąt prosty. Samo miejsce dłoni, mimo jej braku, można być interpretowane jako zaciśniętą pięść lub nasuwać przypuszczenie że postać coś w niej trzymała. Ponieważ powierzchnia ręki w miejscu brakujacej dłoni jest nierównomierna, wskazywało by to na odłamanie lub celowe działanie artysty, celem ukazania jej braku ( utraty). Twarz jest dokładnie wykonana. Oczy i brwi zostały mimo małych rozmiarów i filigranowych rysów oddane są bardzo realistycznie. Gęste, zakręcane, przycięte krótko włosy brody, przechodza łagodnie spod wiekich wąsów od górnej niewidocznej wargi, w szeroki krótki zarost podbródka. Włosy po bokach są krótko przystrzyżone według wendyjskiego zwyczaju. Wokół głowy zwinięta chusta z odznaczajacymi się fałdami jak na okryciu bioder, Tak zawinięta nałęczka na prawej stronie zakończona jest małym spadającym węzełkiem. Od góry ukazuje gołą głowę z przedziałkiem na środku, po bokach którego, poprzez małe kreseczki imitowane są włosy, rozchodzące się w lewo i prawo. Widok od tyłu figurki sprawia wrażenie ukazania mięśni pleców, a w obrębie karku widoczne są pasemka długich włosów, równo obciętych na modłę słowiańską. Plecy są gładkie i dobrze dopracowane. Szczególnie w obrębie stopy lewej nogi, czubek palców dotykając podłoża sprawia wrażenie ruchu i stawiania kroku. Natomiast prawa stopa wskazuje na pewne nierówności i niezbyt szczęśliwy przebieg odlewu. Mimo tej małej skazy można stwierdzić że odlewnik posiadał dobre znajomości swojego fachu. Tworzenie tej statuetki nie było bezmyślną próbą a raczej przemyślanym dziełem nad którym artysta długo pracował.

Historia znaleziska z Jemielnicy część 2

Historia tego znaleziska odbiła się szerokim echem w światku archeologicznym XIX wiecznych Prus. Sprawą na poważnie zajął się Johann Gustav Gottlieb Büsching, ówczesny pruski komisarz do spraw zbiorów posekularyzacyjnych. Jego miejscem pracy był Wrocław, gdzie jako komisarz Królewskiego Muzeum Sztuki i Starożytności (Königliches Museum für Kunst Und Altertümer) dokonywał zabezpieczenia, katalogowania i sprowadzenia do muzeum znajdujacych się w klasztorach zabytków ruchomych, w postaci, obrazów, rzeźb, rycin, księgozbiorów. Jednym z ważniejszych eksponatów tamtejszej wystawy była figurka nordyckiego boga Tyr, z jemielnickiego klasztoru cystersów. Została odkryta w czasie oczyszczania przyklasztornego stawu w roku 1799 roku. W tymże roku 1818 Johann Gustav Gottlieb Büsching publikuje rozprawę naukową na temat tego znaleziska, pod tytułem „Das Bild des Gottes Tyr, gefunden in Oberschlesien“ Według tego opracowania dokonano zredagowania niniejszych informacji. Figurka została opisana w sposób dość dokładny, jak też wykonano ryskunek znaleziska w skali 1 /1 -go. Z jego analitycznej opinii wynikało że figurka przedstawiała boga Tyr (Týr) – jeden z głównych bogów nordyckich z dynastii Azów. Jego inne imiona to Tiu, Tiw, Ziu lub Tîwaz. U Sasów i Anglów był znany i czczony pod imieniem Saxnot. Wedłu starej sagi Tyr to syn Hymira, uwazany za głównego boga wojny. Był on nie tylko synonimem wojny, ale również walki, siły, a także honoru, prawa i sprawiedliwości. Zwany był „jednorękim”, gdyż stracił rękę podczas próby poskromienia wilka Fenira. Taka właśnie figurka znaleziona w Jemielnicy mogła spełniać warunki uznania że to właśnie podobizna Tyra. Fakt że brakowała na niej część ręki a konkretnie prawej dłoni, spowodował że zakwalifikowano to znalezisko jako podobiznę boga Tyra.

Informacje przekazywane przez nordyckie sagi mówi że bogowie, zdając sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowi potwór postaci strasznego wilka o nazwie Fenir, poprosili krasnoludy o sporządzenie cienkiej i delikatnej sieci, którą miał ktoś załozyć na kark besti. Do tego zadania zgłosił się właśnie bóg Tyr. Który starał się podstępem nakłonić Fenira aby pozwolił nałozyć na siebie owe sieci. Wilk zgodził się na perswazję Tyra, pod warunkiem, że włoży dłoń do jego pyska. Gdy wilk odkrył, że wpadł w pułapkę, odgryzł dłoń Tyra. Uważa się, że Tyr pierwotnie pełnił rolę bóstwa naczelnego, którą stracił później na rzecz boga Odyna. Kult Tyra słab z biegiem czasu przejawjał się jedynie były jedynie modlitwami wojów skandynawskich które kierowane były do niego przed każdą bitwą. Uważano go za personifikację nieba. Dalsze sagi nordyckie opowiadają że gdy nadejdzie Ragnarök Tyr podejmie walkę na smierć i życie z Gramem, psem bogini hel. W wyniku tej walki zabiją się obaj nawzajem. Bogowi Tyrowi jest poświęcona runa Tiwaz o kształcie nawiązującej do włóćzni. Runa ta zwyczajowo umieszczana była na głowni miecza wikingów.

Zachowano w historii języków skandynawski nazwę tego boga, dzięki wprowadzenie jego nazwy do kalendarza dni tygodnia Od jego imienia pochodzi nazwa drugiego dnia w języku duńskim i norweskim (Tirsdag), oraz szwedzkim (Tisdag), Także język angielki zachował ta archaiczna nazwę (Tuesday) co oznacza dzień Tyra. Interpretacja Büsching wywoływała jednakże pewne kontrowersje u polskich historyków. Józef Ignacy Kraszewski w publikacji „Sztuka u Słowian” z roku 1860 upatrywał w figurce słowiańskiego boga Peruna. Archeolog Tadeusz Wolański zinterpretował znaki znajdujace się na piersi figurki jako litery nazwy słowiańskiego boga Jesse. Zarówno Büsching, Kraszewski i Wolański rozwinmęłi swoje teorie więcej na podstawie własnych uwag niż dowodów rzeczowych ponieważ z okresu powstania tego artefakltu około VII lub VIII wieku, nie zachowały się żadne źródła pisane. Według opisu oraz sporzadzonego rysunku można dzisiaj pokusić się o oddtworzenie wyglądu tej figurki.

Historia znaleziska z Jemielnicy

W ostatnim czasie w jednej z publkacji internetowej pojawił się interesujaąy artykuł na temat słynnego znaleziska z Jemielnicy. Chodzi o odkrytą w początkach XIX wieku małą figurkę z brazu, pochodzącą z klasztoru cysterskiego w Jemielnicy. Już w tamtym okresie znalezisko to wywołalo wiele dyskusji i kontrowersji. Według odkrywcy tej figurki Johanna Gustava Gottliba Büschinga, rozchodziło się o postać nordyckiego bożka Tyra. Temat ten byłby potraktowany jak każda inna mała sensacja, gdyby nie informacja jednego z naszych stałych internautów. Otóż stwerdził on stanowczo że widział w 2017 roku, na własnej oczy taką figurkę z brązu, żywo przypominającą rysunek zamieszczony na stronie internetowej miejscowości Kadłub pod Strzelcami Opolskimi. Była ona do nabycia na jednym z targów staroci we Wroclawiu. Kupując tam kilka małych drobizgów, nawiązał ze sprzedającym osobisty kontakt celem ewentualnego nabycia innego starego przedmiotu. Mój rozmowca przyrzekł że postara się o odnowienie tej znajomości, celem zasiegnięcia bliższych informacj na temat dalszych losów figurki.

Będziemy Państwa na bieżąco informować o dalszych losach tego przedmiotu.

Rekodzieło i rzemiosło

Rekodzielo i rzemioslo to coraz mniej spotykane zjawisko tworczej inwencji ludzkiej, jaka miala jeszcze miejsce przed 50 laty. Wplyw na taki stan rzeczy ma niewatpliwie automatyzacja oraz masowa produkcja przedmiotow codziennego uzytku. Bezpowrotnie minely czasy wiejskich wytworcow miotel brzozowych, koszykow wiklinowych czy naczyn glinianych. Takze profesja zegarmistrzow, szewcow, kowalow, krawcow jest rzadkoscia.Zupelnie w zapomnienie dszedl zawod mlynarza. Nawet status chlopa czy rolnika zostal zastapiony przez producenta zywnosci. W ostatnich trzech dziesiecioleciach zdewalulowalo sie rowniez okreslenie robotnik. W naszych czasach zastapione zostalo nazwa pracownik. Nie oznacza to jednak ze zapomniane zostaly umiejetnosci zwiazane z tymi czynnosciami. Jednakze coraz czesciej sa one czescia jarmarkow i festynow ludowych.

Jarmark cysterski w Jemielnicy

Już po raz IX zorganizowano w Jemielnicy Jarmark cysterski. 1-go maja odbyły sie przeróżne imprezy. W otoczeniu zabudowań klasztornych i w ciekawej oprawie średniowiecznych strojów, odbyły się przeróżne imprezy przypominajace dawne czasy. Tajemnice zamknięte w podziemnych piwnicach opowiadajace o różnych historiach, można było poczuć na w\łasnej skórze biorąc osobisty udział w tym przepięknym spektaklu.

Cztery młyny nad rożniątowskim potokiem

Już bezpowrotnie mineły czasy świetności profesji młynarza i prosperity wiejskich młynów wodnych. Przepływający przez Szymiszów ciek wodny, biorący swój początek z rożniątowskiego źródła, nosił na przestrzeni wieków różne nazwy. Pierwsza udokumentowana zapisana informacja jaka zachowała się do naszych czasów, odnosi się do zapisków umieszczonych na mapie z 1795 roku, gdzie odnajdujemy określenie Suskasbach.  Z okresu wieku XIX znane są również nazwy Rożniątowska Woda (Rosniontauerwasser). Już wtedy strumień ten napędzał dwa młyny. Jeden z nich był młynem zamkowym, drugi młyn, przez kilkadziesiąt lat na przełomie XIX i XX wieku, nosił nazwę Oczkommühle, od nazwiska własciciela gospodarstwa, niejakiego Oczko. Mieścił się przy drodze z Szymiszowa do Suchej. Droga ta jest starsza niż połączenie z Szymiszowa Wsi przez Wapiennik, łączące się z trasą Kalinów-Sucha. Nazwa Oczkomühle został zapisana na starych kartach, i była jeszcze w użyciu do lat 20-tych XX wieku. Miejsce o którym jest mowa, to pewne wzniesienie, u którego podnóża znajdowało się gospodarstwo, nazywane również Bukowiec lub później Menclerowe, od nazwiska nowego właściciela, (rodziny Mencler vel Mentzler). Badania terenu wskazują, że już w XIX wiek, pewna część zabudowań gospodarczych znajdowała się powyżej strumienia, w miejscu dzisiejszej ,,remizki,, Tak zwana ,,remizka,, to zarośnięty starymi drzewami pas ziemi, ponad strumieniem spadającym właśnie w miejscu istnienia młyna. Znajdowano tam kamienie obrudzone zaprawą, jak również starą ceramikę. Sprawą niejasną jest natomiast kwestia koryta potoku, które prawdopodobnie zostało w swym biegu zmienione. Swiadczyć o tym może fakt że łąki znajdujące sie poniżej dzisiejszej rzeczki, są szczególnie urodzajne tak samo jak ziemia ogrodu za murem. Co do drugiego młyna, jeszcze starszego niż opisany powyżej, należy wspomnieć że jako młyn zamkowy mógł już istnieć we wczesnym średniowieczu, obok ówczesnego dworzyska które zastąpiono wybudowanym w początkach XVII wieku pałacem. Dwa następne młyny, a więc młyn w Rożniątowie oraz drugi na końcu wsi Szymiszów, który nosiła także nazwę młyna Mentzlerow, (od nazwiska innej rodziny Mentzler), powstały z pewnością na przełomie XVIII i XIX wieku. Najciekawszą jednak historię posiada młyn u Holka, którego dzisiejszym włascicielem jest rodzina Mroz z Rożniątowa.

Widok młyna w zimie

wnętrze młyna

Według wszelkiego prawdopodobieństwa młyn ten został postawiony w miejscu, lub obok dawnego dworzyska bądź małego grodziska, otoczonego wodami potoku. Rozlewisko i miejsca bagniste powstałe pomiędzy dzisiejszymi Piołskami a parkiem pałacowym, były z pewnością dobrym miejscem obronnym. Budowa pałacu w Szymiszowie przez rodzinę Krzidlowskich, na przełomie XVI i XVII wieku, spowodowała wielkie zmiany również w obrębie samej osady Schemischow. Pałac który został zbudowany przed rokiem 1600, zanim jeszcze postawiono murowany kościół ( który dzisiaj jest pod wezwaniem Św. Szymona i Judy Tadeusza), był efektem starań ich ówczesnych właścicieli Ludmiły von Strzela i jej męża Jana Krzydłowskiego z Krzydłowic. Jako dobra rycerskie były one prezentem ślubnym dla tej pary, od Piotra Strzeli, ktory zmarł w 1600 roku. W starych dokumentach wspomina się że dwór w Schimischowie był w opłakanym stanie, kiedy został przejmowany przez rodzine Krzidlowskich. Zaraz po wybudowaniu pałacu postanowiono zbudować kościółek, jako kaplicę zamkową i miejsce pochówku członków rodziny. Inicjatorem i budowniczym tej światyni była rodzina Krzyidlowskich,  śląskich protestantów. Istnieje przypuszczenie że kościół ten powstał w miejsu  lub obok  małej drewniannej świątyni. Fakt, że domniemane podziemne przejście z kościoła biegnące od starej krypty w kierunku młyna, może wskazywać na połaczenie z ówczesna siedzibą rycerską znajdującą się właśnie w tamtym miejscu. W czasie przebudowy młyna i roszerzenia o zabudowania mieszkalne na poczatku XIX wieku, jako drugiej fazy zmian architektury tych zabudowań, skorzystano częsciowo z wczesniejszych fundamentów, starszej budowli, która jednak w swym głównym założeniu musiała być konstrukcją drewnianną. Obecnie istniejace zabudowania zostały ponownie poddane zmianom w pierwszych latach XX wieku. Nowym właścicielem stał się rodzina Holek, która odkupiła młyn od hrabiego Strachwitza. Wtedy dokonano ponownych zmian, podwyższenia budynku w części mieszkalnej jak też wybudowano nowe pomieszczenia gospodarcze. Interesującą częścią tego gospodarstwa jest mur otaczajacy cały teren, (który istniał już w poczatkach XIX wieku), przypuszczalnie był on wówczas wyższy i szerszy. Został on jednak rozebrany a kamień z tej rozbiórki wykorzystano w pracach modernizacyjnych gospodarstwa w początku XX wieku.

Wielkanocny czas w powiecie strzeleckim


Wniebowstąpienie Chrystusa, według rysunku Burgharta Hummela

,,Truda joł ci gołdom iże ta motyka Marika, moł nieposkludzane we izbie, pewnikym skludzoł jyno łod Wielkego Piontku,,

Tak rozmawiały ze sobą mieszkanki jednej z podstrzelckiej wsi. Jak wynika z tego dialogu porządki przed świętami Wielkanocnymi na opolszczyźnie były najważniejszym obowiązkiem każdej gospodyni domowej. Ziemia opolska jest jednym z nielicznych terenów gdzie zachowały się tradycyjne obyczaje śląskie, pielęgnowane pieczołowicie z pokolenia na pokolenie. Wielkanoc jest szczególnym czasem. W Wielki Czwartek przystępowano do porządków w obejściu i domu. Niewiasty wraz z dziewczętami zajmowały się sprzątaniem pomieszczeń mieszkalnych, ojcowie i młodzieńcy obejściem gospodarczym, ogródkiem i ulicą przed brama wjazdowa do domu. W niektórych wsiach młodsze dzieci, szczególnie chłopcy, zbierając liście i różne inne pozostałości wkładali je do metalowych puszek, które specjalnie przygotowywano na tą okazję. Puszki dziurawiono, tak aby był dobry dopływ powietrza, mocując do nich długi drut. Następnie zapalali zgromadzone wewnątrz liście i inne odpady, kręcili nimi jak kadzidłem. Wydobywający się z puszek ogień i dym, był podtrzymywany ciągłym ruchem wachadłowym. Sprawiało to wiele radości dzieciomm ale również dużo troski rodzicom. Obowiązkiem starszych dzieci było sprzątanie chodników i ulicy, części należacej do posesji. Tradycyjnie do dzisiaj w tych pracach stosuje się miotłę zrobioną z gałązek brzozowych. Kobiet myły okna, szorowały podłogi i posadzki, stroiły obejscie pierwszymi kwiatami. W gospodarstwie oprawiano gadzinę i bydło, czyszczono kurniki i klatki dla królików, nawet psia buda była doprowadzana do porządku. Obchodzenie tych świąt ma również inne ciekawe oblicze, dotyczące zwyczajów i obrzędów. Zaliczamy do nich ,,całowanie Ponboczka,, Niedziela Palmowa, robienie kroszonek, szukanie zajączka, turlanie kroszonek, sikanie dziewczyn i kobiet perfumami jako forma chodzenie po kroszonki, czy lany poniedziałek i inne. Wielka Sobota była zawsze szczególnym dniem dla małych dzieci. Wten to właśnie dzień, zazwyczaj matki, szły ze swoimi najmłodszymi pociechami do kościoła ,, pocałować pomboczka,, Przed głównym ołtarzem który był sasłonięty czarnym bądź fioletowym materiałem, ustawiony był wielki, leżący krzyż z przybitym na nim Jezusem Chrystusem. Przed pójściem do kościoła, w domu przygotowywano koszyczek z jedzeniem przeznaczonym do poświęcenia. Koszyczek niesiony był zazwyczaj przez dzieci dopiero w samycm kościele. W kolejce wiernych czekało się cierpliwie na moment podejścia do Bożego Grobu, klękając przy krzyżu, całowało się figurę Chrystusa. W takcie tego symbolicznego całowania ran Chrystusa, matka przytrzymywał przez ten czas koszyczek ze święconką. Poźnie przechodziło sie wokół ołtarza wrzucając do skarbonki monety. Po tej ceremoni wychodząc z kościoła przypominało się dzieciom by zobaczyły, czy aby coś ,,ponboczek,, nie włożył do koszyczka za ich dobre zachowanie w kościele. Był to piekny moment, gdyż zawsze odnajdywało się jakieś słodycze schowane pośród święconki, nakrytej białą chusteczką. Jak dostawały się te rzeczy do środka, nikt nie mógł zgadnąć, dla dzieci był to cud, magiczna sprawa. Niedziela to nastepny dzień kiedy rozgrywały się oczekiwane od dawna poszukiwania zajączka. Na wsi , zajączka szukano zazwyczaj wogródku lub na podwórku. Odnajdywało się rózne slady swiadczace o jego obecności. Były to wspaniałe chwile otoczone napieciem i dramaturgią szukania zajączka. W mieście zazwyczaj jeden z rodziców wysypywałna podłogę, trochę wczesniej przygotowanego siana, tworząc ślad po którym dzieci szukały swoich podarunków. W dawnych czasach były to cukrowe zajączki i baranki oraz kolorowe jajka, cukierki lub czekolada. Ale już nastepnego dnia na dzieci czekały nowe niespodzianki. Lany poniedziałek.Jednakże dzień wczesniej a więc w niedzielę, wykonywano ,, opolskie kroszonki,, Były one w zasadzie przygotowane dla odwiedzających w poniedziałkowy poranek gromady chłopaków. Do dobrego tonu należało zachować się wzorowo. Do tak zwanego kulturalnego ,,sikania,, stosowano perfumy albo wodę kolońska zmieszana z wodą. Im intensywniejszy był zapach tym większe były szanse na otrzymanie najładniejszej kroszonki. Oczywiście na pierwszym miejscu ,,sikano,, gospodynie, które wytrawnie i bez ogródek oceniały zapachy stosowane przez ,, kawalerów,, Następnie przystępowano do ,,sikani,,a dziewcząt. Niejednokrotnie dochodziło wtedy do wzajemnego polewania się woda. Rozpoczynali chłopcy, jednakże jeżeli kawalerowie nie byli zbyt mile widziani, akcję tą jako pierwsze rozpoczynały dziewczyny. W samej rzeczy otrzymywano za te ,,usługi,, odpowiednią nagrodę w postaci kroszonek różnej barwy i wzoru. Sympatia do kawalerów wyrażana była barwą czerwona, brązową, zieloną lub ciemno granatową. Dla mniej ulubionych czy sympatycznych kawalerów dawano kroszonki barwy żółtej. Zazwyczaj to właśnie te żółte stosowane jako broń w zawodach stukania jajek. Te najładniejsze były starannie zabezpieczane po kieszeniach, aby zaprezentować je w domu, przeznaczając je do kolekcji najpiękniejszych okazów wielkanocnych zdobyczy. Tymi gorszymi lub mniej ozdobnymi stukano się bez liku. Prowadzono zakłady, o to która kroszonka jest mocniejsza. Stukano się czubkami jajek próbując dokonać zniszczenia jajka przeciwnika. Zawyczaj zakładano się o najładniesze z posiadanych okazów.

Szkolna Kasa Oszczędnościowa w Szymiszowie

Pięknym rozdziałem życia szkolnego w Szkole Podstawowej w Szymiszowie, była Szkolna Kasa Oszczędnościowa. Prawdziwy rozkwit oraz organizacyjną motywację wprowadziła pani Edeltraud Gospodarek, która przejęła opiekę nad grupą klasowych skarbników.

Wzór książeczki, Szkolna Kasa Oszczędnościowa, ze szkoły Podstawowej Nr 1 w Szymiszowie

Ideea Szkolnych Kas Oszczędnościowych istniała w szymiszowskiej szkole już przed drugą wojnną światową, Wtedy Kreiss Sparkasse Gross Strehlitz, wprowdziła formę edukacji oszczędnościowej poprzez propagowanie oszczędzania. Objawiało się to odwiedzinami w strzeleckich szkołach wiejskich, wyznaczonych do tego pracowników Sparkasse, którzy informowali dzieci o sensowności ideii oszczędzania.

Źródło Wikimedia.org.von J. Rzadkowski Foto Ernst Senckel

Pierwsza szkolna kasa w Państwie Pruskim, została założona w Prowincji Brandenburgi w 1867 roku. Już w roku 1880 zostało założone towarzystwo „Vereins für Jugendsparkassen in Deutschland“ pod wpływem działąń i pod kierownictwem Ernsta Senckel (Foto powyżej). W 1905 roku na ówczesnych terenach Pruss działało około 5000 (Jugend und Schulsparkassen) młodzieżowych i szkolnych kas oszczędnościowych.

Jak już wspomniano Sparkasse Gross Strehlitz założona 1857 roku, objęła szeroki patronat nad propagowaniem oszczędności wśród dzieci i młodzieży dawnego okregu strzeleckiego. Wydawano wtedy książeczki oszczędnościowe zwane Schulsparbuch. Wzór takiej ksiązeczki poniżej.

Wzór szkolnej ksiązecki oszczędnościowej zpoczątków XX wieku

W Polsce w 1925 roku, ówczesny Minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego Stanisław Grabski zaproponował w wydanym przez siebie okólniku, odezwę do dzieci i młodzieży z programem wprowadzania umiejętności i zasad oszczędzania pieniędzy. Nauka miała być realizowana poprzez system szkolnych kas oszczędności.



Rok 1935 r. był przełomem w organizacji nauki oszczędzania dla dzieci i młodzieży na terenie Polski. Wtedy to szkolne kasy oszczędności zostały oddane pod kuratelę Pocztowej Kasy Oszczędności (dzisiejszego PKO, Banku Polskiego) Na przełomie roku szkolnego 1934/1935 r. do SKO organizowanych przez PKO przystąpiło ponad 5,5 tys. szkół, a książeczki oszczędnościowe otworzyło prawie 0,5 mln uczniów. Do miesiąca września 1939 roku, w SKO działało w około 14 tysiącach szkół, skupiających ponad milion uczniów.
Od samego początku PKO wspierała działania szkół uczestniczących w SKO oraz pracujących w nich nauczycieli. Do szkół przekazywane były materiały dydaktyczne, poradniki dla nauczycieli, czasopisma dla młodzieży („Młody Obywatel”). PKO organizowała grupowe konkursy oszczędnościowe, dla Szkolnych Kas, jak też dla ich indywidualnych uczestników, gdzie oferowano atrakcyjne nagrody finansowe i rzeczowe.

W 1950 roku Pocztowa Kasa Oszczędnościowa została przemianowana na Powszechną Kasę Oszczędnościową. Wydano odgórne decyzje związane ze zmianmi w gospodarce, pociągnęły to za sobą zmiany nastawienia władz w oszczędzaniu oraz racjonalnym zagospodarowywaniu dostępnych, skromnych zasobów materialnych i finansowych. Miało to także mieć charakter współzawodnictwa w pracy, kolektywizmie oraz jedną z metod wychowania dzieci i młodzieży.

Działalność Szkolnych Kas Oszczędności została wciągnięta w obowiązujący po wojnie model wychowania dzieci i młodzieży. Promowano ideę SKO porzez dostarczanie dla szkół materiałów propagandowych, broszur, w tym przedwojennego tytułu„Młodego Obywatela”, wznowionego w formie gazetki ściennej. Na śląsku opolskim, na dobre oszczędność uczniowska SKO zagościła dopiero w roku szkolnym 1957/1958. Wtedy to zorganizowano Międzyszkolny Konkurs „Sztafeta Oszczędnych”, w którym według ówczesnych danych statystycznych, uczestniczyło ponad pół miliona dzieci. Wprowadzono szereg zachęt konkursowych, gdyż do wygrania były atrakcyjne nagrody: rowery, radioodbiorniki, zegarki, sprzęt sportowy czy fotograficzny. Dla SKO z konkretnych szkół, w kategorii grupowych nagród, oferowano zbiorowe wycieczki do Warszawy, w góry bądź nad morze.

Takie oto monety wpłacano w latach 60 tych XX wieku, na szkolne książeczki oszczędnościowe

Co dalej z patronatem nad rożniątowską ruiną

Z ostatniej chwili ………………..

Wielce iepokojaca jest informacja że do dnia dzisiejszego nie doszło do zapowiadanego spotkania pomiędzy przedstawicielami OSP Rożniątów a kierownictwem Nadleśnictwa Strzelce Opolskie. Zaistniała możliwość przejęcia w dzierzawę rożniątowskiej górki wraz z zabezpieczoną ruiną wieżą kaplicy św. Floriana, za przysłowiową złotówkę. Jak do tej pory kilkakrotnie przesuwamo termin takich rozmów. Według informacji jakie przekazało nam kierownictwo Lasów Państwowych, nikt z OSP Rożniątów nie pojawił się w tej sprawie. Sytuacja wymaga jednak podjęcia konkretnych kroków, gdyż teren wokół wieży jest coraz bardziej zaśmiecany i wymaga stałej opieki. Wielką szkodą dla wszystkich, będzie zaprzepaszczenie nadziei jakie pokładano w ożywienie tego objekt. Miała to być jedna z większych atrakcji turystycznych gminy Strzelce Opolskie.

Tak powoli zaczyna wyglądać teren wokół zabytku. Niezwłocznie należy podjąć odpowiednie kroki celem przywrócenia porządku.