Miecz z Kielczy

Drodzy sympatycy lokalnej historii.

Trzeci projekt inicjatywy spolecznej Moreantiqua jest na polmetku. Po uzyskanie zgody dyrekcji Muzeum Gornoslaskiego w Bytomiu na wykorzystanie skanu 3 D miecza z Kielczy, zostanie zlecone wykonanie wydruku 3D celem stworzenia wzor do formy odlewniczej.

Odlewu z brazu dokona firma z Opola, zajmujacej sie odlewami artystycznymi. Mozliwosc stworzenia repliki tego przedmiotu jest wynikiem rekonstrukcji resztek tego eksponatu jakie znajduja sie w Muzeum z Nysy.

Bedziemy Panstwa na bierzaco informowac o postepach w pracach nad tym projektem.

Już wkrótce następne interesujące historie

W najbliższym czasie zaprezentujemy państwu kilka nowych interesujących historii związananych z naszą ziemią opolską.

  1. Göthe na zamku Strzeleckim, analiza materiałów historycznych.
  2. Góra Chełm czy góra Świętego Jerzego, nieznana historia Góry św. Anny.
  3. Templariusze na rożniątowskiej górce, pomiędzy prawdą a legendą.
  4. Nakło zapomniany gród książąt opolskich
  5. Mikołaj II książę opolski, tajemnice życia i śmierci w świetle materiałów historycznych.
  6. Fontanna myśliwca przed ratuszem w Strzelcach Opolsich, trochę inaczej.
  7. Tajemnice zamku na Wysokiej.
  8. Ostatni właściciele na Kalinowicach -materiały z archiwum rodzinnego Huberta Jelito.
  9. Majątek Rożniątowski .
  10. Miecz z Kielczy zagmatwane historia znaleziska z Kielczy.

Wiejskie herby jako sposób na popularyzacjię własnej miejscowości ?

Sprawy związane ze stanowieniem symboli jednostek samorządu terytorialnego reguluje ustawa z dnia 21 grudnia 1978 r. o odznakach i mundurach (Dz. U. z 2016 r., poz. 38). Zgodnie z jej przepisami, jednostki samorządu terytorialnego mają prawo do stanowienia (w drodze uchwały organu stanowiącego) własnych herbów, weksyliów (flaga, chorągiew, sztandar, flaga stolikowa, banner i in.), pieczęci, insygniów (łańcuch, laska, dzwonek i in.) oraz emblematów i innych symboli (np. oznaka radnego, statuetka, klucz). Taka defincja jest w oświadczeniu Ministerstwa Spraw Wewnętrzynych i Administracji.

Czy więc wieś jest jednostką samorzadu terytorialnego? Jesli tak, to czy ma prawo posiadania własnego znaku rozpoznawczego jakim jest herb?

Nie odpowiadając od razy na powyższe pytania, zaproponujemy państwu próbę przedstawienia miejscowości Szymiszów na podstawie projektu herbu dla samej miejscowości ( nie tylko wioski od której bierze swoją nazwę ta miejscowość) ale również jej kilku części które odegrały kluczową role w jej historii.

Miejscowość Szymiszów

Opisując od góry, przedstawiamy herb w którym centralną postacią jest legendarny Siemisz ( założyciel wioski) który pojawia sie w legendzie o początkach powstania wsi oraz źródłosłowie nazwy Szymiszów. Postać rycerza w zbroi trzymajacego w prawe ręce włócznie z nabitą na niej głową psa, ziejącą ogieniem. W drugiej ręce grabie. Pod jego stopami kupka kamieni wapnia na której złote krążki symbolizujące skarb. Wedłu założenia autora herbu, postać ta swoja symboliką skupia w sobie historie miejscowości, od historii o pierwszym legendarnym założycielu osady, rycerzu rolniku (trzymane grabie) poprzez legendę o psie ziejacym ogniem, i skarbie znalezionym przez rycerza Siemisza w dawnych czasach, do najnowszych dzejow miejscowosci gdzie starben jest kamien wapienny

Blazon – W niebieskim, rycerz stojacy w pełnym rysztunku, z pawim pióropuszem na chełmie o srebrnej barwie, trzmający z prawej włócznię z nabitą na niej głową psa, ziejącego ogniem, z lewej złote grabie. Poniżej, pomiędzy jego rozkroczonymi nogami, z podstawy wyrasta wzgórze kamienne na którym złożono w pas, złota obręcz symbolizujaca pierścień w towarzystwie dwóch złotych krążków.

Kolejne prezentowane herby są odpowiednikami graficznego przedstawienia poszczególnych części miejscowości, które posiadają własne historycznie uzasadnione nazwy. Elementy zawarte w tych herbach nawiązują zarówno do przedmiotów jak i krajobrazu związanego z tym a nie innym miejsce. Herb drugi.

Szymiszów Piołski

Grafika tego znaku herbowego nawiązuje do charakterystycznej budowli tej części miejsowosci, jaką jest kościół parafialny a właściwie jego wieża. Oddane dokładnie elementy architektoniczne wież, pomiędzy dwoma drzewami sosny, które rosną w bliskości kosioła nie stwarzają wątpliwości co do identyfikacji tego obiektu. Niebieska wstęgo charakteryzuje przepływający obok stumień.

Blazon -w złotym polu tarczy, dzielonej w pas obniżoną niebieską wstęgą ponad srebrną podstawą, dwa naturalnej barwy, drzewa sosnowe, pomiędzy którymi wieża kościelna.

Szymiszów Prankel
Następną z dzielnic Szymiszowa założona na przełomie XIX-XX wieku jako miejsce zamieszkania pracowników tamtejszych zakładów cementowo-wapienniczych jest Prankel. Nazwa pochodzi od nazwiska współwłaściela tych zakładów pieców kręgowych Prankla.  Dzieki jego inicjatywie powstało małe osiedle złożone z dwuch baraków mieszkalnych, oraz dwóch jednopietrowych budynków z przybudówkami. Własnie charakterystyczna budowla baraki i rosnacych na tym osiedlu lip dało podstawy graficznego przedstawienia tego osiedla w ten a nie inny sposób.

Blazon – w niebieskim, konstukcja mieszkalna parterowa domu z przybudówką z lewej strony, pomiedzy dwoma drzewami lipy.

Szymiszów Osiedle zwane Wapienniki

Ta część miesjcowości Szymiszów, zawdzięcza swoje istnienie zabudowie przemysłowej i mieszkalnej która rozwinął się pod koniec XIX wieku. Charakterystyczny jest piec kregowy który zapoczatkował rozwój całej miejscowości. Symbolicznie złożone u poddtawy narzedzia, w postaci kilofa i młota, pomiedzy którymi hełm skalnika złozono nawiazuja do kopalni odkrywki kamienia wappiennego ciągnacej się na odcinku ponad dwóch kliometrów aż po same obrzeże wsi, do Kliczowej góry.

Blazon – Na tarczy, z podwyższoną zielona podstawą na której złożono w skos od siebie, złoty kilof i młot, pomiędzy którymi złoty hełm skalnika. Powyżej na niebieskim, piec kręgowy do wypalania kamienia wapiennego o czerwonym dachu, za którym wysoki, dymiący komin przemysłowy.

Szymiszów Kozice vel Kosice vel Koschütz

Jest to miejsce zabudowane należące administracyjnie do wsi Szymiszow, jako pozostałość dóbr ziemiańskich wchodzących w skład majątku szymiszowskiego. Ta część była intergralnym areaałem dwóch folwarków Koschütz oraz Tenczyn. (Do 1945 roku Agatenhof i Luisenhof) Z miejscem tym wiążę się legenda o psie ziejącym z pyska ogniem, strazniku skarbów ukrytych gdzieś w ziemi. Ich znalazcą miał być legendarny rycerz Siemisz.

Blazon- w niebieskim czarna głowa psa ziejąca płomieniami ognia z pysku, zwrócona w prawo.

Szymiszów majątek

Jest to obszar zajmujący teren wokół pałacu, wraz z areałem zabudowy gospodarczej majątku, czworaków oraz dawnego młyna dworskiego, plebani i sąsiadujących budynków mieszkalnych.

Symbolika zawarta na tarczy herbowej nawiązuje zarówno do historii związanej z byłymi włascicielami dóbr rycerskich Szymiszów ( godła Kalinowskich, Tenczynów, Strachwizów) jak również do legendy powstania miejscowości ( głowa psa ziejącego ogniem) oraz do architektury miejscowego pałacu wybudowanego w pobliżu starego średniowiecznego grodziska. barwa niebieska i złota nawiązuja do barw śląska.

Blazon – na niebieskiej tarczy pomiędzy złotą obniżoną głowicą na której topór, głowa psa ziejącego ogniem oraz strzała srebrna w słup, na końcu rozdwojona, na każdym z końców strzały gwiazda sześcioramienna złota., a podwyższoną złotą podstawa na której głowa dzika złożona, widnieje bryła budynku o charakterystycznych detalach architektonicznych nawiązujących do istniejącej zabudowy pałacowej.



Nowe informacje do legendy o rycerzach świętej Jadwigi na rożniątowskiej górce

Uwaga. Prywatne archiwum Karola Mutza odkrywa swoje tajemnice.

,,Dziwny i niesamowity był to czas roku Pańskiego 1241. W pierwszy dzień, po piątej niedzieli przed Wielkancą, działy się rozmajte niezrozumiałe znaki na niebie i na ziemi. W noc z niedzieli na poniedziałek, rozpętała się straszna niesamowita burza deszczowa, niespotykana w tej krainie od niepamętnych czasów. Najstarsi ludzi nie pamiętali takiego strasznego żywiołu. Nie były to śnieżne nawałnice, jeno jakby niebo płakało, wylewając morze łez. A niemieszczące się w korytach okolicznych rzek i strumieni masy wody, zatapiały niżej położone chaty kmiecie i pola. Straszne powstały błyskawice i grzmoty, pomieszane z trzaskami łamanych drzew i odgłosami szczęku żelaza, stukotu końskich kopyt i wycia wiatru. Szczególne straszności miały miejsce nad różniątowską górką ponad wieżą kamienną, z której okiennych oczdołów płomienie świec migotały. Widziano jakoweś postacie na niebie, niby rycerze zbrojni na rumakach, wmieszani w czarne i białe szczępiaste chmury, przeszywane żólto-białymi błyskawicami i czerwona poświatą. Nikt nie mógł spamiętać jak długo trwały te straszne sceny, gdy nagle wszystko ustało. Nastała grobowa cisza, że ludzie bali się własnego oddechu,,

Taki wstęp do historii rózniątowskiego wzgórza można było znaleźć w zaginionej kronice kościelnej z Tarnowa. I daje pisano: ,,Nie przeminęło wiele dni kiedy zjawiły się oddziały barbarzyńskie obcych wojów na ziemi kasztelani strzeleckiej. Pierwsze przybyły od Kożla i Krapkowic. Rabowały i paliły wszystkie napotkane osady. Pod strzelecką kasztelą zebrali się wojowie z okolicznych gniazd rycerskich, dołaczając do oddziałów Mieszka Otyłego, księcia raciborskiego, który pod Raciborzem dał odpór wrogowi. Kilkuset zbrojnych, wśród których rycerstwo krakowskie i raciborskie, kilku braci zakonnych z pachołkami z Gliwic i Otmętu oraz czeskich panów, podążało pod opolski gród, by tam naprędce odpór dać wrogom. Kasztelan strzelecki z kilkunastoma rycerzami dołączył do gromady. Obozem legli pod wieżą rózniątowska zwana Deszonem od o imienia brata zakonnego, który osadników z Czech sprowadził, zwanego de Schona (lub Deżona). Mniemając po zawołaniu, pochodzącego ze Francji a przybyłego z Glubčice ( Głubczyc). Już i brat Jakub z Gliwic i Friedrich z Otmętu ze swoimi pachołkami takoż się tutaj zjawili. Wśród nich brat Czesław z dworu Jadwigi wrocławskiej, rycerz Georg z Sankt Georgenberg, Jaksa von Vyssoka (Wysoka). Hanus von Tost ( Toszka), Conrad auf Grodisk (Grodzisko) Nyclas von Suchau ( Sucha), Franczen von Nackel (Nakło) Jokesch Diesko von der Elgott, Vlodke von Wyasd, (Ujazd) riter Granowsky , Aleks von Flekenstein, jakoż i inni z imienia nie podani. Rycerz de Schoon jako gospodarz tego grodku i pomniejsi słudzy wraz z innymi do drogi się zbierali. Większość zbrojnych w drogę ruszyła ku Opolu. Pozostało trzynastu rycerzy ze służebnymi, aby zapasy zebrać, kasztelanię strzelecką ogniem zniszczyć, by w ręce nieprzyjaciół nie wpadła. Wtedy to znienacka i bez ostrzegania, jakiś zabłąkany zagon mongolski zjawił się od strony południowej. Zwarli więc szyki wokół zabudowy na górce, dając odpór wrogiemu wojsku, zaparli się nogami w ziemię, jakby pragnęli podporę jakową uzyskac. A że jeno konny mały oddział barbażyńców ataki na obrońców podjął, tako obrońcy odpór wrogom dawali. Wokół wieży walka trwała długi czas a nikt nie zważał na trudy i znoje, rany i przelaną krew, nikt nie liczył ich bohaterskich czynów. Wsparci plecami o mury wieźy, ponad którą łopotał biały płaszcz z czerwonym krzyżem, jaki na żerdzi rycerz de Schon zatknął, zawzięcie toczyli krew wrogów z imieniem Chrystusa na ustach. Brat Czesław zagrzewał do walki topniejący zastęp obrońców okrzykiem: ,,W imię Chrystusa, za księcia Henryka, za księżną Jadwigę, ona modli się za nas, Boże miej nas w swojej opiece.. Rannych w wieży chroniono, z której dwóch łuczników skutecznie wrogów raziło. Pod wieczór jedynie garstka wyczerpanych rycerzy pozostala osamotniona w swych staraniach, Zamknęli się w w wieży czekając na sromotną śmierć z ręki przeważającej siły wroga. Nie chcąc oddać się żywcem, wejście zaryglowali żelaznymi sztabami, podpalając dolne pomieszczenia, czym się na pewną śmierć skazać musieli. Płomienie ogarnęły cały budynek, a oni jakby pod ziemię się zapadli. Nie słyszano jęków ani krzyków, ani też żadnej postaci na górze wieży. Jakby w jednej chwili skończył się ich żywot, Jeszcze długi czas po ustaniu ognia, tatarzy próbowali ze zgliszczy wydobyć jakieś dowody na istnienie owych obrońców. Ponieważ walka ta zajęła znaczne ich siły, potrzebowali dowodów dla swych wodzów, na to z kim stoczyli tak niesamowite zmagania, aby usprawiedliwić mozolną walkę, która zajęła im tak wiele czasu i zadała im tyle strat. I wtedy z mrocznych tlących się ruin wieży wyszedł owy brat co go Czasławem zwano. Zadziwli się obcy wojowie. Zatrzymali się w swych staraniach, gdyż nie liczyli że ktoś z tych piekielnych płomieni z życiem ujść byłby zdolny. Osmolona postać w habicie, chwiejnie zrobił kilka kroków, jakby ledwo ustać na nogach mógł, jednkże donośnym głosem zawołał do osłupiałych obcych. ,,Słuchajcie barbarzyńscy pohańcy, spoglądnijcie wokoło na te ciała które padły pod ciosami sług Chrystusowych, oni czeakją, nie dosięgną ich wasze szable, oni pod opieką Boską. To Bóg ich skrył przed wami a wrócą kiedy potrzeba taka nastanie,, Jeszcze cztery słowa opusciły usta brata Czesława : Księżna Jadwiga modli się………….. wtedy padł bez czucia. Pojawienie się tej nieoczekiwanej zjawy, w pierwszym momencie wszystkich obecnych niesamowicie zaskoczyło. Wszyscy stali jak z kamienia, bez poruszenia. Wtedy jeden z dowódców zeskoczywszy z konia, podbiegł z wielkim wrzsakiem do wojownika który zamachnął się włącznią na leżącego mnicha i jednym ciosem szabli skrócił go o głowę. Prawdopodobnie ów dowódca pragnął wziąść go żywcem aby się przekonać z kim to do czynienia mieli, że taką odwagą zachowali się obrońcy wieży. Inni osłupieni tatarscy wojowie rzucili się na kolana, błagając o litość, sądząc że również ich spotka kara za zamiar czynu dobicia leżacego mnicha, przez ich współbratymca. Tak też się stało. Głowy leciały jedna za drugą. Ów dowódca w szale zabijania, sobie jedynie znanym zamiarem powodowany, czyn taki dokonywał. Trzynaście głów spadły na ziemię, turlając potoczyły się pod nogi rumaka na którym ów wódz przybył. Wtedy stało się coś strasznego, Wystraszony rumak wspiął się na tylnych nogach i kopytami spadł na swego pana. Ten z rozłupianą głowa padł natychmiast nieżywy. Rumak jak oszalały zniknął w czeluściach nocy. Jedynie głuchy stukot jego kopyt i straszne rżenie jeszcze długo nadlatywały z oddali. Tumult jaki nastapił i dzikie rżenie konia, sprowadziło w to miejsce innych mongolskich wojów, którzy nie potrafili sobie wytłumaczyć co tak naprawdę się tutaj wydarzyło. Nikt nie zauważył w tym zamieszaniu leżącego wśród zabitych, zbroczonego krwią mnich. Po wielu godzinach nad ranem, został odnaleziony przez okoliczncyh chłopów którzy wyszli z ukrycia z pobliskiego lasu na wieśći o odejściu mongołów. Owym mnichem był jak się później okazało, błogosławiony Czesław, jako jeden z nielicznych uratował się z tej rzezi. Szczęśliwym trafem dotarł przed hordami mongolskimi do wrocławskiego grodu, by na murach wrocławskiego zamku, mimo chorego ciała i osłabienia, dodawać otuchy obrońcom. Rok później schorowany i osłabiony od ran jakich doznać miał na rożniątowskiej górce pod Strzelcami, święty Czesław zmarł.

Skrócone tłumaczenie odpisy Chroniki Tarnowskiej

Przedstawiony powyżej tekst pochodzi z materiałów własnych, archiwum prywatnego Pana Karola Mutza. Wolne tłumaczenie z tekstu niemieckiego, odpisu dokumentu zredagowanego przez Ernesta Morawitzkiego, (prawdopodobnie na podstawie notatek Reichela z Kroniki Strzelec Wielkich, i zaginionej Kroniki parafii Tarnów pod Opolem). Napisano po konsultacji z Karolem Mutzem, przez Norberta Wacławczyka, w miesiącu czerwcu 2016 roku.

Korektury dokonano 22 wrzesnia 2019

Bożek Tyr powróci do jemielnickiego klasztoru.

Po wielomiesięcznych staraniach ze strony Inicjatywy Społecznej Moreantiqua, projekt odtworzenia zaginionej figurki bożka Tyr z jemielnickiego klasztoru doczekał się szczęśliwego zakończenia. Właśnie otrzymaliśmy pierwsze próbne odlewy w syntetyku. Twórcą tej rekonstrukcji jest gliwicki artysta rzeźbiarz Szymon Malinowski. Podjął się trudnego zadania wykonania rzeźby, której istnienie zachowało się jedynie w formie opisu słownego i dwóch XIX wiecznych rysunków. Mamy nadzieję że obiekt ten stanie się atrakcją lokalnego muzeum w Jemielnicy i wzbudzi ciekawość miłośników historii. Sponsoren przedsięwzięcia jest rodzina Waclawczyk, która powołała do życia Inicjatywę Społeczną Moreantiqua.

Tyr – figurka z brazu , znaleziska z Jemielnicy – ciąg dalszy

Do jednych z ciekawszych informacji dotyczących odnalezienia figurki bożka Tyr, pochodzącego ze zbiorów poklasztornych z Jemielnicy, jest notatka z opracowania Ireny Kaczmarek ,,Silesia Antiqua,, Tom 38, strona od 65 do 68. Dotyczy ona korespondencji związanej z pracami Komisji Zbiorów Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu, prowadzonej przez Johanna Gustava Gottlieba Buschünga. Johann Gustav Gottlieb Buschüng, syn znanego geografa niemieckiego Antona Friedricha Buschünga urodził się 19 września 1783 roku, zmarł 4 maja 1829 r. Znany był jako profesor studiów starożytnych na Uniwersytecie Wrocławskim. W Halle i Erlangen studiował prawo i został zatrudniony w 1806 r. jako aplikant adwokacki w służbie rządu Pruskiego. Oprócz studiów prawniczych był równiez gorliwym oragnizatorem w gromadzeniu i badaniu zabytków literackich niemieckiego średniowiecza. Jego dziełem jest wydanie „Niemieckich wierszy średniowiecza” (1808) i „Planu historii poezji niemieckiej od najwcześniejszych czasów do XVI wieku” (1812) we współautorstwie z Friedrichem von der Hagen, co zapewniło mu honorowe miejsce wśród przedstawicieli filologii niemieckiej i historii literatury. W 1810 roku oficjalnie objął przewodnictwo Generalnej Komisji Sekularyzacyjnej, zajmującej się upaństwowieniem dóbr poklasztornych na Śląsku. Po raz pierwszy pocysterski klasztor w Jemielnicy odwiedził już w1808 roku (a może już w 1806) w trakcie zbierania materiałów do wspomnianego opracowania ,,Niemieckich wierszy średniowiecznych,, w roku 1810, ze względu na jego obowiązki w komisji sekularyzacyjnej odwiedził na Śląsku zlikwidowane klasztory. Chodziło o wyrobienie sobie opinii o zakresie prac przeniesienia do Wrocławia wszystkich materiałow archiwalnych i dzieł sztuki. Wyniki tych działań opublikowano w piśmie: „Fragmenty podróży służbowej przez Śląsk 1810–12” (1813). W Opolu jego bezpośrednim współpracownikiem był niejaki Floegel, z którym kontaktował się listownie. W odpowiedzi na list Buschünga z dnia 13.12.1810 roku, Fleogel informuje go w korespondencji z 22.12.1810 o charakterystyce archiwaliów klasztornych, klasztorów cysterskich w Rudach i Jemielnicy. Kwestia organizacyjna archiwizacji zbiorów w Jemielnicy pojawiają się również w liscie do Buschünga z dnia 11.01.1811 od jego współpracownika Wieschnitza. Miały również miejsce pewne nieporozumienia w administrowaniu dobrami poklasztornymi. Pewnej pikanteri tej sprawie nadaje informacja z notatek Ernsta Morawitzkiego ( informacje własne-archiwum prywatne Karola Mutza) który wspomina iż figurka z Jemielnickiego klasztoru zniknęła na parę miesięcy. Rzekomo miała zostać ukradziona przez jednego z współpracowników zajmujących się transportem artefaktów do Wrocławia. Nawiązując do treści wymiany korespondencji Buschünga z GKS na temat zmian personalnaych, może wnioskować że tak właśnie było. Należy jednak dokładnie przestudiować nie tylko korespondencję Buschünga, ale również doniesienia prasowe oraz periodyki historyczne w których Buschüng i inni naukowcy publikowali swoje prace. Prawdopodobnie w związku z tym incydentem dokonano pewnych zmian personalnych wśród kadry specjalistycznej. Prowadzona korespndencja Buschünga do GKS omawia ten problem. W jednym z listów z dnia 29.01.1811 roku nadesłanym przez Generalną Komisję Sekeularyzacyjną do Buschünga, poruszono temat muzykaliów i dzieł sztuki w klasztorze cysterskim z Jemielnicy. Tam prawdopodobnie jest mowa o odnalezionej figurce bożka Tyr. Dalsze oficjalne wzmianki na temat klasztoru w Jemielnicy odnoszą się do korespondencji Buschünga z 02.06.1811 roku, przesłanej do Spaldinga w sprawie precjozów ze skasowanych klasztorów. Wtedy to musiano po raz kolejny poruszyć temat tego znaleziska. Regulacje dotyczące organizacji zbiorów z poklasztornych archiwow i bibliotek, wypływały wielokrotnie w korespondencji Buschünga z różnymi osobami. Największym osiagnięciem Buschünga to założenie przez niego Akademickiego Muzeum Starożytności Śląskich. W centrum szczególnej uwagi Buschünga były pogańskie znaleziska grobów i artefaktów, które wzbudziły jego największe zainteresowanie i których kolekcję budował ze szczególną gorliwością. Pisząc: „O pogańskich zabytkach Śląska” (1820–24) i „Listach dla całej śląskiej starożytności” (1820–22), starał się w najszerszych kręgach szerzyć zrozumienie znaczenia tych znalezisk, które w przeszłości uważano jedynie za osobliwości. Utworzono Sląskie Archiwum Wojewódzkie we Wrocławiu, w którym przechowywano wszystkie odnalezione dokumenty. W 1811 r. Buschünga mianowano naczelnym archiwistą. Porządkowanie ogromnej liczby archiwów, mimo że rabowało to jego siły zdrowotne, wciąż pozwalało mu na prowadzanie wielu badań i publikację ich wyników, które rozpowszechniał w szerokich kręgach naukowych. Między innymi publikacja dokumentów klasztoru Leubus, traktatów o starych śląskich pieczęciach, na których sztukę i kulturowe znaczenie historyczne po raz pierwszy uwagę zwrócił właśnie Buschüng. Publikował w różnych czasopismach śląskich, np. (Kronika Mikołaja Pohla, 1813-19) i wiele innych prac świadczących o jego niestrudzonej gorliwości w tej dziedzinie nauki. Założył Stowarzyszenie Historii Śląska, opublikował liczne eseje w Śląskich Pismach Prowincjalnych, które zredagował do końca, po śmierci Streita. Publikował również „Tygodniowe Wiadomości dla Przyjaciół Historii” (1816–1919), a tym samym zinteresował tematem również szeroką publiczność. W 1816 r. habilitował się na Uniwersytecie Wrocławskim a w następnym roku został profesorem nadzwyczajnym, w 1823 r. profesorem zwyczajnym studiów antycznych. Rozpowszechnił nie tylko wszystkie dziedziny starszej niemieckiej historii sztuki i kultury, ale także opublikował liczne prace, takie jak 1817 „O ośmiobocznym kształcie kościołów”, , 1823 „Opis Zamek krzyżacki w Marienburgu ”, 1825„ Starożytności Görlitz ”, 1826„ Grób księcia wrocławskiego Henryka IV, minstrela ”. Studia kulturowo historyczne, które promował poprzez publikację autobiografii Gotza von Berlichingen (1810) i Hansa von Schweinichen (1820–1822), także na temat „Niemieckiego życia, sztuki i wiedzy w średniowieczu” (1818-19) oraz „Rycerzy i Ritterwesen ”(1823), odbiło się szerokim echem w niemickiej literaturze naukowej. Choroba spowodowała, że zrezygnował z pozycji w archiwistyt w 1825 r .Wycofał się z aktywnego życia naukowego celem podreperowania zdrowia, planując długotrwały pobyt w Górach Śląskich. Tam kupił i rozbudował ruiny uroczego Kynsburga w Weistritzthale w 1823 r. Nie był jednak w stanie wzmocnić swojego zdrowia, osłabiony ciężką pracą umarł dnia 4 maja 1829 roku w rumie i świetności. Mimo że niektóre z jego dzieł są już przestarzałe, to dzięki efektowi jego pracy sprzed prawie 190 lat, nikt nie może kwestionować jego zasług, że był pionierem w dziedzinie, historii, archiwistyki i muzealnictwa.


Nasze nazwiska – historia, znaczenie, pochodzenie

Zajmiemy się cyklicznie każdym ciekawszym nazwiskiem zgłoszonym przez internautów, którzy odwiedzą nasz portal. Kontakt info@moreantiqua.com

Artykul ten pragniemy poświęcić onomastyce, nauce pomocniczej historii zajmującej się znaczeniem i badaniem nazw osobowych. Jednym z ciekawszych nazwisk występujących na ziemi strzeleckiej jest nazwisko Szaton. Niektórzy probują wyprowadzić tą nazwę osobową od określenia Szatan. Pisownia tego wyrazu w zależności od krainy i czasu dokonania zapisu wyglądała bardzo różnie. Najwięcej nosicieli takiego nazwiska pochodzi z Holandii i Francji. Prawdopodobnie rozchodzi się o francuskie słowo Chateau, nazwa oznaczająca zabudowania mieszkalne, obronne o charakterze gospodarczym lub też winnicę.

Miecz z Kielczy

Foto pochodzi ze strony Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.
Miecz z Kielczy

Nie mniej interesującym odkryciem jak historia bożka Tyr odnalezionego w jemielnickim stawie, jest przedstawiony w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, miecz z Kielczy ( pomiedzy IV a V wiekiem przed narodzeniem Chrystusa, okresu epoki brązu) Tak oto opisywany jest w recenzji wystawy jaka miała miejsce w ostatnim czasie w Bytomiu.

,,Wystawa przybliża nieznaną historię jednego z nich, odkrytego przypadkowo wraz z dwoma innymi na wschód od wsi Kielcza, w województwie opolskim, w 1922 lub 1923 roku. Miecz, który w 1929 roku trafił do Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu (wówczas Oberschlesisches Landesmuseum) wraz z fragmentem głowni drugiego okazu, zaginął w wojennej zawierusze. Trzeci zaginął wkrótce po odkryciu. Miecze wykonano z brązu, czyli stopu miedzi, około 1000–800 lat p.n.e. Pod koniec 1944 roku Niemcy ewakuowali z bytomskiej placówki najcenniejsze zbiory archeologiczne. Po zakończeniu wojny, podczas szacowania strat, okazało się, że wśród zaginionych zbiorów są także miecze z Kielczy.

Dopiero w 2014 roku został odnaleziony w Muzeum Powiatowym w Nysie. Z wojennej zawieruchy wyszedł poturbowany – mocno ucierpiały rękojeść i głownia. Wykorzystując przedwojenne zdjęcie z archiwum Muzeum Miejskiego we Wrocławiu, firma The Farm 51 z Gliwic wykonała na zlecenie Muzeum Górnośląskiego komputerową rekonstrukcję miecza. Jest ona prezentowana na wystawie obok oryginalnego, jedynego w swoim rodzaju eksponatu. Cennemu zabytkowi z Kielczy towarzyszą brązowe miecze ze zbiorów archeologicznych Muzeum. Wystawę wzbogacą również wykłady (np. „odkrywcy” miecza, Michała Bugaja z Oddziału Terenowego Narodowego Instytutu Dziedzictwa w Katowicach), lekcje muzealne i warsztaty dla najmłodszych (jak „Excalibur i jego kompania. Najsławniejsze miecze w historii” w sobotę, 12 maja) podczas Pikniku Archeologicznego i Wakacji z Archeologią,,

Próba rekonstrukcji miecza z Kielczy na podstawie dostepnych materiałów Pfützenreitera, kopia rysunek tego archeologa zamieszczona w opracowaniu ,,Ziemia strzelecka,,

Tekst w cudzyslowie zaporzyczony ze strony Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, dział Archeologia.

Historia znaleziska z Jemielnicy część 3

Projekt modelu bożka Tyr, widok z przodu
Projekt modelu bożka Tyr, widok zboku
Projekt modelu bożka Tyr, widok z tyłu

Miała około 2 i 5/8 Zolla wysokości. Wykonana była ze stopu metalu o złotawej barwie. Początkowo przypuszczano że może być to złoto, jednak po anlizie chemicznej stwierdzono że rozchodzi się o stop cyny i miedzi a więc brąz. Zawieszony w powietrzu i uderzony innym przedmiotem wydawał specyficzny odgłos spiżu. W wielu miejscach postać jest prosta i surowa, jednak w całości robi wrażenie dobrego odlewu. Niektóre partie odlewu wskazują, że artysta który formował tą postać włożył w jej tworzenie wiele delikatności i finezji. Ukazanie postaci w ruchu, szczególnie ułożenie nogi i stopy sprawia wrażenie dobrego opanowania rzemiosła rzeźbiarskiego. Całość przedstawia sobą czystość i prostotę bez wszelkich zbędnych dodatków, takich jakie zastosowano w znalezisku bożka Tyr z Rethra. Wpół naga sylwetka przedstawia sobą dokładne odbicie ukazane z przodu, gdzie otaczająca środkową część ciała chusta sięgająca prawego biodra, zwisa z tej strony aż do kolana. Jej koniec założony jest na pasie wykonanym ze zwiniętej chusty opasajacej brzuch. Na stopie, kilka linii w postaci zagłębionych kresek zaznacza wydatnie ukazane palce. Lewa noga jest lekko podkurczona jakby artysta przgotowywał postać do postawienia kroku na palcach. Szczególnie uwypuklony jest element piszczeli podudzia w porównaiu z udem, nieco pogrubionym. Cała figura znajduje się na małym cokole, u góry i na dole o gładkiej powierzchni, w którym wykonano małe nacięcie. Przypuszczalnie jest to miejsce usadowienia włóczni, która musiała przechodzić przez dłoń lewej ręki ustawionej na wprost do przodu, o skręconej lekko dłoni. Sprawia to wrażenie że jest ona skierowana ku środkowi, jakby miała zbliżac się do ciała. Widoczne pięć palców dłoni są wyraziste i wyeksponowane w ten sposób, że są lekko zakrzywione do środka, jakby chciały zacisnąć dłoń. Pozwala to nam na wysunięcie przypuszczenia że w dłoni musiała znajdować się włócznia wsparta w owym nacięciu podstawy. Także kąt nachylenia naciecia wskazuje na jego przystosowanie do podtrzymania włóczni. Prawdopodobnie delikatność materiału umieszczonej w dłoni włóczni spowodowała że zaginęła ona, lub została zniszczona. Jest to jedyny brak w tej kompozycji. Na piersiach odnajdujemy kilka nacięć, kresek, które mogły by być zinterpretowane jako znaki runiczne. Jednakże dokładniejsza analiza pozwala nam stwierdzić że kreski te są wykonane celem zaznaczenia owłosienia. Przedramię prawej ręki uniesione jest prawie pionowo a samo ramię wysunięte do przodu, w ten sposób że, łokiec tworzy prawie kąt prosty. Samo miejsce dłoni, mimo jej braku, można być interpretowane jako zaciśniętą pięść lub nasuwać przypuszczenie że postać coś w niej trzymała. Ponieważ powierzchnia ręki w miejscu brakujacej dłoni jest nierównomierna, wskazywało by to na odłamanie lub celowe działanie artysty, celem ukazania jej braku ( utraty). Twarz jest dokładnie wykonana. Oczy i brwi zostały mimo małych rozmiarów i filigranowych rysów oddane są bardzo realistycznie. Gęste, zakręcane, przycięte krótko włosy brody, przechodza łagodnie spod wiekich wąsów od górnej niewidocznej wargi, w szeroki krótki zarost podbródka. Włosy po bokach są krótko przystrzyżone według wendyjskiego zwyczaju. Wokół głowy zwinięta chusta z odznaczajacymi się fałdami jak na okryciu bioder, Tak zawinięta nałęczka na prawej stronie zakończona jest małym spadającym węzełkiem. Od góry ukazuje gołą głowę z przedziałkiem na środku, po bokach którego, poprzez małe kreseczki imitowane są włosy, rozchodzące się w lewo i prawo. Widok od tyłu figurki sprawia wrażenie ukazania mięśni pleców, a w obrębie karku widoczne są pasemka długich włosów, równo obciętych na modłę słowiańską. Plecy są gładkie i dobrze dopracowane. Szczególnie w obrębie stopy lewej nogi, czubek palców dotykając podłoża sprawia wrażenie ruchu i stawiania kroku. Natomiast prawa stopa wskazuje na pewne nierówności i niezbyt szczęśliwy przebieg odlewu. Mimo tej małej skazy można stwierdzić że odlewnik posiadał dobre znajomości swojego fachu. Tworzenie tej statuetki nie było bezmyślną próbą a raczej przemyślanym dziełem nad którym artysta długo pracował.

Historia znaleziska z Jemielnicy część 2

Historia tego znaleziska odbiła się szerokim echem w światku archeologicznym XIX wiecznych Prus. Sprawą na poważnie zajął się Johann Gustav Gottlieb Büsching, ówczesny pruski komisarz do spraw zbiorów posekularyzacyjnych. Jego miejscem pracy był Wrocław, gdzie jako komisarz Królewskiego Muzeum Sztuki i Starożytności (Königliches Museum für Kunst Und Altertümer) dokonywał zabezpieczenia, katalogowania i sprowadzenia do muzeum znajdujących się w klasztorach zabytków ruchomych, w postaci obrazów, rzeźb, rycin, księgozbiorów. Jednym z ważniejszych eksponatów tamtejszej wystawy była figurka nordyckiego boga Tyr, z jemielnickiego klasztoru Cystersów. W tym czasie jemielnickim opatem był Eugeniusz Staniczka który zapisał się w historii klasztoru wielką roztropnością i gospodarnością. Nie tylko dbał o zasoby leśne ale również dokonywał wielu nowych inwestycji, które w przyszłości przynosiły zwiększone dochody. Oprócz rozbudowy pomieszczeń prałatury, remontów i przebudowy zabudowań gospodarczych, dużą uwagę kierował na gospodarkę rybną w klasztornych stawach. Spowodowało to nawet pewien konflikt z właścicielami dóbr sąsiadujących z majatkiem klasztornym. Wiosną 1795 roku, w trakcie przeprowadzania prac czyszczenia i pogłębiania stawów, dokonano odkrycia figurki bożka Tyr. Przez prawie 17 lat figurka znajdowała się w zbiorach biblioteki opactwa. W roku 1812 dokonano pobieżnej lustracji stanu bibliotecznego, podległych klasztorów Dolnego i Górnego Śląska podległych sekularyzacji. Wtedy też figurka został zabrana do Wrocławia. Jednakże zasobami biblioteki cystersów w Jemielnicy Busching zainteresował się już w 1809 roku. Wtedy to została ona zauważona w czasie jego krótkiego pobytu w Jemielnicy. W samej rzeczy figurka ta była przechowywana w kancalarii opactwa pod opieką samego opata, Eugeniusza Staniczki. W roku 1818 Johann Gustav Gottlieb Büsching publikuje rozprawę naukową na temat tego znaleziska, pod tytułem „Das Bild des Gottes Tyr, gefunden in Oberschlesien“ Według tego opracowania dokonano zredagowania niniejszych informacji. Figurka została opisana w sposób dość dokładny, jak też wykonano ryskunek znaleziska w skali 1 /1 -go. Z jego analitycznej opinii wynikało że figurka przedstawiała boga Tyr (Týr) – jeden z głównych bogów nordyckich z dynastii Azów. Jego inne imiona to Tiu, Tiw, Ziu lub Tîwaz. U Sasów i Anglów był znany i czczony pod imieniem Saxnot. Wedłu starej sagi Tyr to syn Hymira, uwazany za głównego boga wojny. Był on nie tylko synonimem wojny, ale również walki, siły, a także honoru, prawa i sprawiedliwości. Zwany był „jednorękim”, gdyż stracił rękę podczas próby poskromienia wilka Fenira. Taka właśnie figurka znaleziona w Jemielnicy mogła spełniać warunki uznania że to właśnie podobizna Tyra. Fakt że brakowała na niej część ręki a konkretnie prawej dłoni, spowodował że zakwalifikowano to znalezisko jako podobiznę boga Tyra.

Informacje przekazywane przez nordyckie sagi mówi że bogowie, zdając sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowi potwór postaci strasznego wilka o nazwie Fenir, poprosili krasnoludy o sporządzenie cienkiej i delikatnej sieci, którą miał ktoś załozyć na kark besti. Do tego zadania zgłosił się właśnie bóg Tyr. Który starał się podstępem nakłonić Fenira aby pozwolił nałozyć na siebie owe sieci. Wilk zgodził się na perswazję Tyra, pod warunkiem, że włoży dłoń do jego pyska. Gdy wilk odkrył, że wpadł w pułapkę, odgryzł dłoń Tyra. Uważa się, że Tyr pierwotnie pełnił rolę bóstwa naczelnego, którą stracił później na rzecz boga Odyna. Kult Tyra słab z biegiem czasu przejawjał się jedynie były jedynie modlitwami wojów skandynawskich które kierowane były do niego przed każdą bitwą. Uważano go za personifikację nieba. Dalsze sagi nordyckie opowiadają że gdy nadejdzie Ragnarök Tyr podejmie walkę na smierć i życie z Gramem, psem bogini hel. W wyniku tej walki zabiją się obaj nawzajem. Bogowi Tyrowi jest poświęcona runa Tiwaz o kształcie nawiązującej do włóćzni. Runa ta zwyczajowo umieszczana była na głowni miecza wikingów.

Zachowano w historii języków skandynawski nazwę tego boga, dzięki wprowadzenie jego nazwy do kalendarza dni tygodnia Od jego imienia pochodzi nazwa drugiego dnia w języku duńskim i norweskim (Tirsdag), oraz szwedzkim (Tisdag), Także język angielki zachował ta archaiczna nazwę (Tuesday) co oznacza dzień Tyra. Interpretacja Büsching wywoływała jednakże pewne kontrowersje u polskich historyków. Józef Ignacy Kraszewski w publikacji „Sztuka u Słowian” z roku 1860 upatrywał w figurce słowiańskiego boga Peruna. Archeolog Tadeusz Wolański zinterpretował znaki znajdujace się na piersi figurki jako litery nazwy słowiańskiego boga Jesse. Zarówno Büsching, Kraszewski i Wolański rozwineli swoje teorie więcej na podstawie własnych uwag niż dowodów rzeczowych. Wynika to z tego ze z okresu powstania tego artefakltu (około VII lub VIII wieku) nie zachowały się żadne źródła pisane. Według opisu oraz sporzadzonego rysunku można dzisiaj pokusić się o odtworzenie wyglądu tej figurki. Z inicjatywy spolecznej Moreantiqua dokonano analizy materialow zarowno ikonograicznych jak tez opisowych sporzadzajac najbardziej prawdopodobmy wyglad tej figurki.