Historia i tradycja skata na Wysokiej pod Górą św. Anny

Pasja gry w skata która rozkwita w podstrzeleckich miejscowościach, jest godna podziwu i zainteresowania. Jedną z prężniejszych sekcji skata na terenie powiatu strzeleckiego, jest grupa prowadzona przez Stefana Rudola wspólnie z innymi pasjonatami z tej miejscowości. Ciekawy wystrój świetlicy wiejskiej , gdzie odbywają się spotkania sympatyków tej śląskiej gry mamy do zawdzięczenia również inicjatywie społecznej Moreantiqua. Tematem przewodnim wystawy przedmiotów w tamtejszym punkcie muzealnym, jest właśnie gra w karty. Zebrano i zaprezentowano w specjalnej gablocie, karty do gry z różnych zakątków Europy. Odnajdziemy tam zarówno oryginalne talie kart, jak też XVIII i XIX wieczne repliki. I nie tylko.


Tablica reklamowa z Altenburg z początków XX wieku propagująca grę w skata.

Talie kart i akcesoria z bliska
Zbiór umieszczony w muzealnej gablocie przyciąga wzrok i wzbudza ogromne zainteresowanie.
Niektóre inne przedmioty jak np. książeczka do nauki skata w języku niemieckim z dawnego DDR


Nz lewej, z prawej jeszcze wiele miejsca na inne akcesoria muzealne, które będą systematycznie zapełniać to muzeum skata na ziemi strzeleckiej.

Skat, to popularna gra karciana dla 3 graczy, wymyślona prawdopodobnie  została w XIX wieku w Niemczech. Jej rozpowszechnienie na terenach Polski związane jest z wprowadzeniem tej gry do obiegu przez ludność niemiecką zamieszkałą przed II wojną swiatową  tereny dawnego zaboru Pruskiego. Szczególnie popularna na Śląsku i Kaszubach.  Tyle informacji rozpowszechnianych przez Niemiecki Związek Skata z Altenburgu w Türingen. Talia  przeznaczono  do tej gry składa sie z 32 kart o charakterystycznych kolorach dla talii niemieckiej ( kreuz, grün , herz, schell)  Specjalne wizerunki figur oraz blotki przedstawiają zależnie od serii wydania, różne figury i postacie.
Rozgrywka dzieli się na 5 faz.   Celem gry jest uzbieranie największej ilości punktów i wygranie licytacji. Gracz, który wygra licytację, może wymienić swoje karty na skata wyłożonego na stół. Aby wygrać licytację i zebrać lewę, trzeba zadeklarować wynik gry najbliższy wynikowi rzeczywistemu. Najniższą wartością w Skacie jest 18. Gracz ustala wariant gry – Kolor, Grand, Null, Rozgrywka z ręki, Rozgrywki są zapowiadane i licytują według jego zasad. W rozgrywce dwóch graczy zawsze gra przeciwko jednemu (Soliście), a jeśli jednej ze stron nie uda się zebrać lewy – ogłaszany jest sznajder szwarc.

Tak naprawdę określenie   skat  odnosi się do  włoskiego słowa  scartare lub spokrewnionego określenia francuskiego,  słowa  écarter (vgl. Écarté) co oznacza (odłożyć).  Rozmiano przez to określenie  kart ktore przy rozdaniu są położone na stół z ręki, bądź   przez gracza przyciskane są do stołu, określano je wtedy   słowem, Skat lub Stock.

Według nieoficjalnych informacji gra karciana skat, powstała na Śląsku, za sprawą  ówczesnego zarządcy śląskich kopalń i hut, ministra pruskiego von Rederna, a właściwie  francuskich urzędników jakich powołał   w Tarnowskich Górach (Tarnowiz) cesarz Napoleon po pokoju w 1805 roku. To oni mieli zaczerpnąć pomysł skata z prostej gry ślaskiej w tak zwanego ,, hlusta,,  w połączeniu z grą L ‚ hombre. Hybryda ta na skutek kontaktów urzędników francuskich i pruskich w następnych latach w rozbudowanej formie zadomowiła się w Turyngii, gdzie uzyskała status gry towarzystkiej z wyższych sfer.


Historia Skata (przedstawiamy wersję genezy powstania tej gry promowanej przez niemieckich sympatyków skata )
Jedna z głównych teorii mówiącej o początkach gry w skata mówi, że skat został wynaleziony w Altenburg w roku 1817 przez adwokata Friedricha Ferdinanda Hempel i po raz pierwszy wspomniano o tym fakcie w Osterländischen Blat w roku 1813. Słowo wynalazł” wydaje się być śmiałym sformułowaniem, ponieważ jest bezsporne, że gra w skata ma unikalne cechy innych, starszych gier karcianych takich jak (owcza głowa, Tarot czy francuskie L ‚ hombre).
Inni uważają, że forma gry w skata została nadana pomiędzy rokiem 1810 i 1815 przez tak zwany ,,Brommeschen Tarot Gesellschaft,, w Altenburg. Inni uważają, że gra w Skata został przywieziona do Altenburg na początku XIX wieku z Tarnowskich Gór, obecnego Górnego Śląska i został przyjęty z wielkim entuzjazmem przez lokalnych graczy tarota w Altenburg. Miała to być rozszerzona wersja górniczej gry w ,,hlusta,, granej przez górników śląskich już w XVIII wieku. Po przeprowadzeniu badań uznanego znawcy skata niejakiego Steina, za miejsce wynalezienia gry w Skata uznano jednak Altenburg w Turyngii.
Oficjalna nazwa gry Scat po raz pierwszy pojawił się w dniu 04 września 1813 w grze towarzyskiej podczas spatkania przewodniczącego Książęcej Rady Rządowej Hansa Carla Leopolda z Gabelentz z miejscowa elitą towarzyską a miejsce spotkania miał być zamek Poschwitz.
Jednak według dalszych dociekań wynika że termin Scat był już stosowany jako określenie do pozostałość kart po zagrywce, w znacznie starszej grze a mianowicie w rozgrywce w tarota.
Czy rzeczywiście pierwszą zagrywkę w ta grę można uważać sesja z dnia 04 września 1813, panów z Tarot Society trudno dzisiaj powiedzieć. (do kręgów tych graczy należeli panowie, dr Carl Ludwig Schuderoff, Carl Adam Neefe, Friedrich Ludwig Hempel, Friedrich Ferdinand Hempel i hrabia von Gabelentz, )
W każdym razie po raz pierwszy, gra ta odbyła sie talią kart niemieckiego  wzoru.
Już w 1815, zostały po raz pierwszy wprowadzone metody obliczania punktów według wymyślonych wcześniej zasad. Z biegiem czasu dopracowywano metody liczenia punktów dodając np. Nul obok Grand i Kolor.

IV Kolowkwium w Görlitz

Sprawy propagowania historii ziemie strzeleckiej nie obce sa również w przestrzeni międzynarodowych dyskusji historycznych. Na IV Międzynarodowym kolokwium w Görlitz zaprezentowano referat omawiajacy wykonanie repliki zaginionego posażka bożka Tyr pochodzącego z klasztoru cystersów w Jemielnicy. Wzbudziło to żywa dyskusję co do sensu i potrzeby tworzenia replik zaginionych artefaktów oraz konkretnie w tym przypadku podjęcia ponownej dyskusji co do przynależności kulturowej tego obiektu.

Patrz:http://www.silesia-news.de/2020/01/08/tagungsbericht-vom-4-schlesien-kolloquium-am-29-30-11-2019/#more-1748

Fotografia grupowa uczestników IV Schlesien Kolloquium Görlitz 2019

Ostatnia choinka


Śnieg padał jak nigdy w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Duże płatki spływały powoli jakby miały zatrzymać się na chwilę, by później wolno opaść na ziemię. W ten cichy wigilijny wieczór, wąską uliczką strzeleckiej starówki, szedł wolno starszy pan. Nazywał się Szymon Sułko. Życie w ostatnim czasie nie rozpieszczało go. Od kilku miesięcy był bez pracy. Został zwolniony ze względu na częstą nieobecność w pracy, spowodowaną chroniczną chorobą. Ubrany był w cienki ciemny płaszcz. Kołnierz, postawiony wysoko zasłaniała chudą, bladą, nieogoloną twarz. Jego sylwetka przesuwała się prawie bez szeleśnie po śniegowym dywanie. Słyszał jedynie jak każdy jego krok powodował skrzypienie śniegu pod podeszwami. Patrzył spod opuszczonej głowy na mijane okna kamienic, z których na przemian dolatywały nuty wigilijnych melodii z wesołymi rozmowami dzieci które z niecierpliwością wypatrywały pierwszej gwiazdki na niebie. Myślami były przy swojej chorej córce, która również czekała na obiecane świąteczne drzewko. Łzy cisnęły mu się do oczu na samą myśl o rozczarowaniu ze strony Honoraty, jakiego dozna kiedy powróci do domu. Ostatnie pieniądze jakie pragnął przeznaczyć na choinkę i prezent dla dziecka, zostały mu skradzione. Szedł tak zamyślony, kiedy nagle stanął przed punktem sprzedaży wigilijnych drzewek. Sprzedawca właśnie zabierał się do zamykania stoiska, gdyż pozostało mu jedynie małe, krzywe, z rzadkimi gałązkami, niepozorne zielone drzewko. Nigdy przed tym nie widział tego człowieka w mieście. Pewnie jest z jednej z okolicznych wsi, pomyślał cicho, spoglądając na samotnie stojące drzewko. Chwilę patrzył na nie, przyrównując je do siebie i swojej sytuacji.

– Wesołych Świont – zagadnął go nieznajomy ze śląskim akcentem.

– A drzewko już mołcie panoczku.

Dopiero teraz ocknął się i spojrzał na nieznajomego. Był to straszy pan z siwą prawie białą brodą z czerwoną czapką na głowie, o białym pomponiku. Szeroki, jasny, barani kożuch, powodował że cała sylwetka była jak z ilustracji do opowieści wigilijnych dla dzieci. Jego twarz. miła z szerokim uśmiechem, wzbudzała od pierwszego spojrzenia miłe odczucie. Para niebieskich oczu, spoglądająca na niego spod okrągłych okularów, obudziła w nim przyjemne skojarzenia biegnące w przeszłość do własnego dzieciństwa.

– Wejście panołczku tyn łostanie stromik, dom wom za pu cyny.

Dopiero teraz zrozumiał sens słów jakie do niego dotarły.

– No wie pan, chętnie kupiłbym to drzewko, bo jakoś tak wyszło że jeszcze nie zrobiłem tego sprawunku. Jednak skradziono mi przeznaczone na ten cel pieniądze.

Nastała krótka cisza.

Przerwał ją serdeczny śmiech sprzedawcy, który przypominał mu smiech dziadka Alberta. To, na krótką chwilę sprawiło, że jakieś ciepło zagościło w jego sercu.

– Jako że dzisiej je wigilijoł, dejcie co mołcie, choćby jedyn grosik – powiedział z serdecznym uśmiechem sprzedawca.

Mimowolnie sięgnął do kieszeni płaszcza. Był tam kupon totolotka jaki zakupił przed godziną za 5 złotych, gdy nagle poczył zimnymi palcami, mała monetę. Wyjął ją z kieszeni, wielce zaskoczony tym odkryciem. Obejrzał ją pobieżnie nie zwracając uwagi na nominał. Była to mała, żółta moneta, przypominająca mosiężne 5 groszy, która mieniła się złotymi odblaskami w świetle okolicznych latarni. Zastanawiał się skąd wzięła się w jego kieszeni. Wtedy przypomniał sobie jak kupował na targu ten stary płaszcz, od pewnej starszej kobiety. Sprzedała mu go za 40 złotych. Dał jej banknot 50 złotowy. Kobiecina nie miała wydać drobnych, tak więc postanowił że może resztę zatrzymać. Pamiętał dokładnie, jak z wielką wdzięcznością za ten gest, dziękowała serdecznie, składając mu życzenia świąteczne. Jej słowa utkwiły mu głęboko w pamięci.

-dziynkujam wom panołczku. Życzam wom szczynśćioł i zdrowioł no i wygranyj w totka. Zagrejcie dzisiej, to wom się pewnikym poszczyńści.

Popatrzył krótk na monetę, Pokazał ją męższczyźnie na wyciagnietej rece, z lekkim wymuszonym uśmiechem

– tylko tyle mi zostało.

– powiedział tak jakby chiał się usprawiedliwić że tak niewiele może zaoferować.

Starszy pan spojrzał spod okularów z daleka i uśmiechając się odpowiedział.

– jako żech łobiecoł to tak byndzie, dejcie tego grosika i biercie choinecza do dom.

Podał mu monetę, kładąc ją na jego wyciągnietej ręce. w tym momencie poczuł jakieś ciepło, które emanowało z jego dłoni. Nie mógł stwierdzić czy to ze względu na to że, jego palce były zmarznięte, czy też od sprzedawcy biło takim przyjemnym ciepłem. Nieznajomy podnióśł monetę ku gorze, pod światło, przyglądając jej się uważnie. Cały czas uśmiechając się tajemniczo. Nagle, wyciagnął rekę w kierunku swojego rozmówcy z tymi słowami.

-wjycie panołczku, dzisiej je wigilioł, joł chcam zrobić tyż cojś dobrego. Kuknicie na tyn pjynionżek. Łon je ze złota, ni mogam tego wziońć. Biercie go nazołt. Przedejcie go abo zostołwcie se na pamiontka.

Szymon wziął z powrotem podaną monetę, tym razem przyglądając się jej uważniej. Chcąc dokładnie sprawdzić słowa nieznajomego sprzedawcy, obrócił się pod światło latarni obracając monetę we wszystkie strony. Trwało to małą chwilkę. Odwrócił się ponownie do swojego rozmówcy by mu podziękować, ale jego już nie było. Przy słupie ogłoszeniowym gdzie znajdowało się stoisko, pozostała jedynie mała choinka. Rozglądnął się wokoło, nikogo nie mógł jednak zauważyć. Wydawało mu się że to sen. Jednakże samotnie stojąca obok choinka, przeczyła jego tym myślom. Nie pozostało mu nic innego jak zabrać drzewko i wracać do domu. Mieszkał w małym mieszkanku, tuż obok miejskiego ratusza. Od kilku lat żył jako wdowiec z siedmioletnią córka. Gdyby nie pomoc sąsiadów, już dawno odebrano by mu dziecko. Szedł z choinką pod pachą, myśląc o strojeniu drzewka i przygotowaniach wigilijnej wieczerzy. Jakie było jego zdziwienie kiedy pod drzwiami do mieszkania zobaczył wielką żółtą paczkę, zawiązaną niebieską wstążką. To dopiero niespodzianka, pomyślał podnosząc ją spod drzwi. W tym samym momencie drzwi otworzyły się, a w progu stanęła jego matka z Honoratką na rękach. Przez głowę przeleciało mu tysiące myśli. W jego oczach pojawiły się łzy szczęścia. Bez słowa objął w ramiona ich oboje i bez słowa weszli do mieszkania. To była najszczęśliwsza wigilia w jego życiu. Ale o tym dowiedział się tydzień później, kiedy sprawdził liczby na kuponie totolotka. Był milionerem. Tak oto dziwne spotkanie w wigilijny wieczór sprawiło że los uśmiechnął się również do niego.

Ważna informacja dla korzystających z portalu Moreantiqua.

Szanowni Państwo.

Nasz serwis bazuje na informacjach zredagowanych na podstawie źródeł znanych i mniej znanych. Celem zachęcenia państwa do aktywnego udziału w propagowaniu lokalnej historii ziemi strzeleckiej, postanowiono że wszelkie nowości w pierwszej kolejności udostępniać będziemy osobom u nas zarejestrowanym. Osoby te po nawiązaniu kontaktu z administratorem, otrzymają dostęp hasła do strony Archiwum.
Prosimy o skorzystanie z opcji podstrony Kontakt i współpraca.

Miejsce w szymiszowskim lesie, zwane Bratówka.

Dakładnie nikt nie może powiedzieć dlaczego ów leśny wzgórek, w połódniowo-zachodniej cęści szymiszowskiego lasu, znajdujący się na wysokości krzyżówki dróg Prankel-Kalinów a Szymiszów wies w kierunku drogi Wapenniki-Kalinów, został nazwany ,,bratówką,, Miejscowy ksiądz o nazwisku Plachetka opowiadał jedną z historii dotyczącej tego miejsca w czasie nauki religii. Otóż bardzo dawno temu, jeszcze w czasach kiedy właścicielem posiadłości szymiszowskiej była rycerska rodzina Strzelów, doszło do wielkiego nieszczęścia. Pan na Szymiszowie i Suchej miał dwóch synów i jedną córkę. Synowie byli bliźniakami i byli do siebie bardzo przywiązani. Jeden bez drugiego nie mógł żyć. Dorastali we dworze w Suchej, gdyż na dobrach szymiszowskich siedziba pańska była całkowicie zrujnowana, a dworzysko nadawało się do odbudowy. Wszystko robili razem. Czas upływał im na jeździe konnej i ćwiczeniach w rycerskim rzemiośle. Obaj byli bardzo dobrymi łucznikami. Pewnego jesiennego dnia, a było to krótko przed św. Janem, obaj młodzieńcy udali się na polowanie. Od wczesnego świtu wraz z dwoma pachołkami podjęli trop wspaniałego jelenia o którym donieśli szymiszowscy chłopi. Zapowiadało się iż zdobędą wspaniałe trofeum, gdyż wspomniany jeleń miał byc ogromnego wzrostu z przepięknym porożem. Aby zwierzyna nie uszła z ojcowskiego lasu postanowili ją osaczyć. Kluczyli długo po leśnych ostojach okrążając jelenia, który jakby przeczuwał swoich prześladowców pokazywał się raz to jednemu, raz to drugiemu z braci. Oni zaś podchodzili zwierza nie wiedząc że są blisko siebie. Jeleń zaś kluczył spokojnie wśród zarośli, jakby wiedział iż może ich przechytrzyć. Raz po raz przystając, kroczył dostojnie na zalesione wzniesienie, gdzie pośród rozrzuconych głazów rosły niewysokie krzewy. Myśliwi byli już pewni swojej zdobyczy. Jeden z południowej, drugi z północnej strony. Czając się czekali odpowiedniego momentu. Ogromna sylwetka jelenia przystanęła na chwilę jakby zapraszała luczników do oddania strzału. Bracia stali po przeciwległej stronie polany, nie widząc się jednak. Jednoczesnie podjęli decyzję o oddaniu strzelału, obaj też mierzyli w szyję zwierzęcia, jednocześnie wypuścili strzały, które podąrzały z ogromną prędkością w kierunku sylwetki jelenia. Nagle stała się rzecz niesamowita. Stojący do tej pory jak zaczarowany, w bezruchu, jeleń skłonił na chwile swoją głowę, a wystrzelone w jego kierunku strzały minęły się ze świstem, przelatując pomiędzy jego ogromnymi rogami. Śmiercionośne pociski z ogromną szybkością zbliżały się do stojących na przeciw siebie braci. Słyszeli najpierw, w ułamku sekundy świst, a później jakby trzask bicza który odbił się echem po całym lesie. Nastała krótka cisza którą przerwał przerażliwy ryk jelenia. Ten krótki moment zdawał się być dla nich zapowiedzią tryumfu. Gdy nagle świat zawirował przed ich oczyma. A jakież było ich zdziwienie gdy w ich piersiach, na wysokości serca, pojawiła się długa strzała. I jak by jednocześnie uderzeni piorunem, upadli bez życia na ziemię. Tak skończył się żywot młodych panów na Suchej, ostatnich z rodu Strzelów. Niejednokrotnie mieszkańcy okolicznych osad słyszą wieczorną porą przeraźliwy ryk jelenia, a jego postać jak duch pojawiał się i znikała w różnych częściach szymiszowskich lasów.

Pozostałości pamiątkowego kamienia na ,,bratówce,,

Na pamiątkę tego tragicznego wydarzenia, ojciec młodzieńców kazał sprowadzić w to miejsce dwa ogromne wapienne głazy. Jak podaje stara legenda, skrószały się i rozpadły na wiele mniejszych kamieni, które do tej pory można zanleźć w miejscu określanym przez miejsowych jako ,,bratówka,, Jeszcze w latach międzywojennych wierzono że kto nosić będzie przy sobie okruch kamieni z ,,bratówki,, będzie kochał się z własnym rodzeństwem do końca swoich dni.

według przekazu Teodora Greifa z Szymiszowa czerwiec 2009 roku

Miłośnicy lokalnej historii, zapraszamy do współpracy !

Jesteśmy grupą niezrzeszonych dzisiejszych, i byłych mieszkańców ziemi strzeleckiej dla których historia i tradycja ojców jest ważnym czynnikiem formującym naszą świadomość.

Prosimy o kontakt i nawiązanie wspópracy ze wszystkimi osobami które zajmują się działalnością społeczną w zakresie lokalnej tradycji,historii.

Np. zbieranie starych przedmiotów, zbiory dokumentów, informacje, opisy miejscowości w której mieszkają, szczególnie dotyczacych nazw miejscowych, części i miejsc w danej wsi i osadzie.Nawiążemy wspólpracę oferując publikacje twórczości zarówno artystycznej, ludowej (np.malarstwo, rzeżba, kroszonkarstwo, haft, wycinkarstwo, ozdobnictwo) jak i pisarskiej (np.wiersze opowiadania)

Zaprezentujemy osoby, ich twórczość i działalność wszystkim mieszkańcom ziemi strzeleckiej. Chodzi nam o docenienie i wyróżnienie ludzi którzy swoim zaangażowaniem w przekazywaniu informacji i wiadomości autorom ksiąźek i artykułów, niejednokrotnie nie zostają w nich wymienieni z nazwiska.

Mam nadzieję żę będzie to promocja  nie tylko miejscowości wazszej gminy ale również wyróznienie dla aktywnych społecznie mieszkańców.

Szczególnie do współpracy  zapraszamy młodych ludzi dla których obcowanie z internetem jest chlebem powszednim. To oni młodzi ludzie są gwarantem zachowania historii i tradycji swoich ojców i dziadków. Nadarza się jedyna w swoim rodzaju okazja aby wypromować siebuie i miejsce swojego zamieszkania.

Zostań detektywem historii. Zaprezentujem kaźde twoje odkrycie.

Kontakt info@moreantiqua.com