„Żaba szczęścia” – zapomniany piernik strzelecki, który może stać się symbolem miasta

Tak pragniemy zaprezentować mieszkańcom ziemi strzeleckiej ponowne narodziny strzeleckiego piernika

Od średniowiecznej legendy do współczesnej atrakcji turystycznej Strzelec Opolskich.

Od średniowiecznej legendy do współczesnej atrakcji turystycznej Strzelec Opolskich

Zajmując się badaniem wydarzeń z historii ziemi strzeleckiej, niejednokrotnie korzystam z materiałów zawartych w tak zwanych „Zeszytach Ernesta Morawitzkiego” – lokalnego badacza historii i nauczyciela z Szymiszowa, który przed około stu laty zebrał wiele informacji pochodzących między innymi z archiwum miejskiego w Strzelcach Wielkich, Archiwum Zamkowego Państwa Stanowego Strzelce Wielkie oraz innych dostępnych mu wówczas źródeł.

W tym miejscu pragnę również wyrazić wdzięczność mojemu zmarłemu przyjacielowi Karolowi Mutzowi z Szymiszowa, który przed laty udostępnił mi do badań swoje prywatne zbiory.

Jednym z rezultatów tych poszukiwań jest odtworzenie fragmentów zapomnianej tradycji strzeleckiego rzemiosła piernikarskiego. Szczególne miejsce zajmuje w niej piernik nazywany „Glücksfrosch” – „ Żabą Szczęścia”.

Historia tego wypieku okazuje się interesująca nie tylko z punktu widzenia lokalnej historii. Łączy bowiem w sobie kilka elementów, które mogą stworzyć wyjątkową opowieść promocyjną Strzelec Opolskich: średniowieczną legendę, miejscową tradycję piernikarską, historię rodziny  Maywalderów (Maiwälder) oraz istniejący do dziś motyw żab na fontannie przed strzeleckim ratuszem.

1241 – legenda o żabach, które ocaliły strzelecki gród

Początek tej opowieści prowadzi nas do XIII wieku.

Według przekazu zachowanego w „Zeszytach Morawitzkiego”, podczas najazdu wojsk mongolskich na Śląsk w kwietniu 1241 roku duży oddział zwiadowczy miał późną nocą zbliżyć się do strzeleckiej kasztelanii.

Ówczesny gród otaczały mokradła, rozlewiska i podmokłe tereny. Jak głosi legenda, kiedy Mongołowie przygotowywali się do niespodziewanego ataku, rozległ się gwałtowny rechot tysięcy żab żyjących na okolicznych bagnach.

Hałas miał zaalarmować straże oraz mieszkańców grodu.

Strzeleccy obrońcy zdążyli przygotować się do walki, a łucznicy mieli zadać napastnikom dotkliwe straty. Mongołowie odstąpili od dalszego ataku.

Według Morawitzkiego wydarzenie to miało nastąpić prawdopodobnie w nocy z 5 na 6 kwietnia 1241 roku. Jest to jednak przede wszystkim lokalna tradycja i legenda, a nie fakt potwierdzony współczesną dokumentacją historyczną.

Opowieść głosi dalej, że ocalenie nie trwało długo. Podczas odwrotu wojsk mongolskich po wyprawie na Śląsk strzelecka warownia miała zostać spalona. Tym razem jednak mieszkańcy, pamiętając wcześniejsze zagrożenie, zdążyli ukryć się w okolicznych lasach.

W lokalnej tradycji żaba stała się więc nie symbolem czegoś pospolitego, lecz zwierzęciem przynoszącym szczęście, ostrzegającym przed niebezpieczeństwem i ratującym życie mieszkańców.

Morawitzki odnotował także inne miejscowe opowieści związane z tym motywem, między innymi:

„Jak żaby uratowały mieszkańców kasztelanii strzeleckiej”,

„O Złotej Żabie z rożniątowskiego źródła”,

„Jak żaba w szymiszowskim potoku zamieniała się w wodnika”,

„Jak żaby uratowały przed śmiercią głodową mnichów z jemielnickiego klasztoru”,

„Tajemnica studni z Zimnej Wódki”,

„Zaczarowana żaba”.

Pokazuje to, że motyw żaby występował w lokalnym folklorze ziemi strzeleckiej znacznie szerzej.

XIX wiek – Maywalder i strzelecka tradycja piernikarska

Kolejny etap tej historii prowadzi do XIX wieku i działalności rodziny Maywalderów.

Według materiałów zachowanych przez Morawitzkiego rodzina ta prowadziła w Strzelcach Wielkich wytwórnię pierników związaną z ulicą Krakowską.

Właśnie tutaj legenda o szczęśliwej żabie miała zostać połączona z miejscowym rzemiosłem cukierniczym.

Powstał piernik w kształcie żaby – Glücksfrosch, czyli „ Żaba Szczęścia”.

Nie był to zwykły wypiek.

Piernik miał charakterystyczny kształt, a jego powierzchnię dekorowano lukrem, zaznaczając kontury ciała, łapy, głowę, pysk i oczy żaby.

Kupowano go jako podarunek, znak szczęścia i życzliwości. Według zachowanych przekazów pojawiał się nie tylko w okresie Bożego Narodzenia, lecz również podczas Wielkanocy oraz innych okazji.

W ten sposób dawna legenda została przekształcona w coś namacalnego – w przedmiot, który można było kupić, podarować i zabrać ze sobą.

Dla przyjezdnego piernikowa żaba mogła być pamiątką ze Strzelec, natomiast dla mieszkańca – symbolem własnego miasta.

1846 – festyn i popularyzacja lokalnej opowieści

Szczególne znaczenie w materiałach Morawitzkiego ma uroczysty festyn z lipca 1846 roku.

W przekazach dotyczących tego wydarzenia pojawia się piernikarz Maywalder oraz opowieści związane zarówno z miejscowymi wypiekami, jak i pochodzeniem używanego na Śląsku określenia „kreppel” – krepla, czyli pączka.

 

 

Zagadnieniu temu poświęciłem osobne opracowanie.

Dla historii „Żaby Szczęścia” najważniejsze jest jednak to, że w XIX wieku lokalne podania przestawały być wyłącznie ustnymi opowieściami. Wykorzystywano je podczas festynów, spotkań i w miejscowym rzemiośle.

Historia zaczynała więc żyć razem z produktem.

Początek XX wieku – piernik jako miejscowa pamiątka

Jeszcze przed I wojną światową piernikowa żaba miała należeć do znanych strzeleckich wyrobów piernikarskich.

Był to prosty, ale niezwykle skuteczny mechanizm tworzenia lokalnej tradycji: charakterystyczny kształt, łatwa do zapamiętania legenda i możliwość zabrania produktu do domu.

Właśnie takie połączenie historii z konkretnym wyrobem sprawiło, że wiele tradycji piernikarskich przetrwało w innych europejskich miastach do czasów współczesnych.

Najbardziej znanym polskim przykładem jest Toruń.

Historia tamtejszego piernikarstwa sięga co najmniej XIV wieku, a piernik przez stulecia stał się jednym z najważniejszych symboli miasta. Obecnie funkcjonuje Muzeum Toruńskiego Piernika, prowadzone są warsztaty wypieku, a sam piernik jest traktowany jako jedna z podstawowych pamiątek przywożonych z Torunia.

Toruński przykład pokazuje, że lokalny wypiek może być czymś znacznie większym niż produktem cukierniczym. Może stać się jednocześnie pamiątką, opowieścią historyczną, elementem edukacji, atrakcją dla dzieci, symbolem miasta i produktem turystycznym. Współczesne toruńskie instytucje wykorzystują tradycję piernika również poprzez warsztaty, wydarzenia i aktywne uczestnictwo zwiedzających.

1927–1929 – żaby trafiają na strzelecki rynek

Historia zatacza interesujące koło w latach dwudziestych XX wieku.

Wiosną 1927 roku uroczyście otwarto Muzeum Miejskie w Strzelcach Wielkich. Według materiałów Morawitzkiego właśnie w tym środowisku pojawiła się koncepcja stworzenia na rynku nowej fontanny i pomnika nawiązującego do historii miasta.

Dwa lata później, w 1929 roku, przed ratuszem stanęła fontanna z postacią myśliwca – strzelca.

Centralną figurę przedstawiono jako silnego mężczyznę odzianego w stylizowany historyczny strój, z nakryciem głowy, kuszą, torbą oraz psem myśliwskim.

Postać strzelca nawiązywała do nazwy miasta.

Znacznie bardziej zagadkowy element kompozycji stanowiły jednak niewielkie figury żab umieszczone przy nieckach fontanny.

To właśnie one łączą pomnik z dawnym miejscowym podaniem.

Dostępne współczesne opracowanie dotyczące fontanny podaje, że została ona zaprojektowana przez Petera Lippa, a wykonana przez Gliwicki Urząd Hutniczy. Fontannę ustawiono w 1929 roku na rynku przed ratuszem.

W starszych materiałach pojawia się również nazwisko Theodora Kalidego, jednak nie może on być autorem projektu wykonanego w latach dwudziestych XX wieku, ponieważ artysta zmarł w Gliwicach w 1863 roku.

Kwestia udziału poszczególnych osób w powstaniu pomnika wymaga więc dalszych badań archiwalnych.

Sam motyw żab pozostaje jednak niezwykle istotny.

Jeżeli świadomie odwoływał się do miejscowej legendy, fontanna utrwaliła w przestrzeni miasta tę samą opowieść, która wcześniej znalazła swoje odbicie w piernikowej „ Żabie szczęścia”.

Powstał w ten sposób niezwykły ciąg:

legenda → piernik → symbol szczęścia → fontanna miejska → współczesna tożsamość Strzelec.

XXI wiek – czas wskrzesić „ Żabę szczęścia”

Dzisiaj Strzelce Opolskie posiadają coś, czego wiele miast próbuje dopiero poszukiwać: własną historię, własny symbol i możliwość stworzenia z nim charakterystycznego produktu regionalnego.

Nie trzeba tej historii wymyślać. Ona już istnieje. Żaba jest obecna w starej legendzie. Jest obecna w przekazach Morawitzkiego. Pojawia się w historii miejscowego piernikarstwa. Znajduje się również na jednej z najbardziej charakterystycznych budowli strzeleckiego rynku. Brakuje właściwie tylko ponownego połączenia tych elementów.

Dlatego warto podjąć próbę odtworzenia piernika „ Żaba Szczęścia – Glücksfrosch”.

Nie chodzi przy tym o kopiowanie sukcesu Torunia. Strzelce powinny stworzyć własną tradycję, wykorzystując własną historię.

Mechanizm może być jednak podobny.

„Żaba szcęścia” mogłaby stać się:

– charakterystycznym piernikiem produkowanym przez miejscowych cukierników i piekarzy,

– oficjalną lub nieoficjalną kulinarną pamiątką ze Strzelec Opolskich,

– produktem oferowanym turystom odwiedzającym miasto,

– elementem jarmarków bożonarodzeniowych i wielkanocnych,

– upominkiem wręczanym podczas miejskich uroczystości,

– atrakcją dla dzieci poprzez warsztaty dekorowania piernikowych żab,

– częścią opowieści przewodników o strzeleckim rynku,

– elementem promocji miasta i ziemi strzeleckiej.

Można również stworzyć charakterystyczne opakowanie z krótką legendą o żabach, które miały ostrzec mieszkańców strzeleckiego grodu przed Mongołami.

W ten sposób turysta kupowałby nie tylko piernik.

Kupowałby kawałek historii Strzelec Opolskich.

Od piernika do lokalnej marki

Największą wartością „Szczęśliwej Żaby” jest właśnie jej autentyczne powiązanie z miejscem.

Toruński piernik jest rozpoznawalny dlatego, że został połączony z historią miasta, muzeami, turystyką, warsztatami, wydarzeniami i sprzedażą pamiątek. Oficjalne materiały turystyczne Torunia przedstawiają piernik wręcz jako produkt, bez którego trudno wyobrazić sobie wizytę w mieście.

Podobną zasadę – oczywiście w odpowiedniej dla wielkości Strzelec Opolskich skali – można zastosować tutaj.

Strzelecka „ Żaba Szczęścia” ma dodatkową zaletę: jest bardzo charakterystyczna wizualnie.

Żaba jest łatwa do przedstawienia na pierniku, opakowaniu, plakacie, pocztówce, magnesie czy miejskim gadżecie. Można ją również bezpośrednio powiązać z istniejącą fontanną.

Dlatego potencjał tej historii nie ogranicza się do samego cukiernictwa.

Może powstać cały „Szlak Żaby Szczęścia”, prowadzący od opowieści o średniowiecznej kasztelanii, poprzez historię miejscowego piernikarstwa, aż do fontanny przed ratuszem.

Centralnym elementem takiej inicjatywy powinien jednak pozostać prawdziwy strzelecki piernik.

Tradycja zobowiązuje

Być może po ponad stu latach warto ponownie wypiec „Żabę Szczęścia”.

Nie jako kolejny przypadkowy produkt cukierniczy, ale jako świadome odtworzenie części miejscowej historii.

Jeżeli Toruń może być kojarzony z piernikiem, Poznań z rogalem świętomarcińskim, a inne polskie miasta z własnymi regionalnymi wypiekami, również Strzelce Opolskie mogą posiadać produkt, którego turysta będzie chciał spróbować i zabrać do domu.

Strzelce mają ku temu bardzo dobry symbol.

Żabę, która według starej legendy przyniosła mieszkańcom szczęście.

Może więc warto sprawić, aby po wielu latach „Szczęśliwa Żaba” ponownie zamieszkała w strzeleckich cukierniach, domach i – przede wszystkim – w świadomości mieszkańców oraz odwiedzających nasze miasto turystów.

Jednak jak do tej pory lokalna prasa ignoruje ten temat, mimo wielokrotnych prób przekazania publikacji historii związanej z ,,żabą szczęścia „.

Wielka szkoda, ale liczymy że któryś z redaktorów Strzelca Opolskiego się obudzi i zobaczy wspaniała historię godną upamiętnienia.


Źródło lokalnych przekazów:
„Zeszyty Ernesta Morawitzkiego” – przekłady z języka niemieckiego oraz materiały zebrane przez autora.

Zebrał i opracował
Norbert Wacławczyk

Krótka historia straży pożarnej w Szymiszowie

Historia straży pożarnej w Szymiszowie swoimi korzeniami sięga drugiej połowy XIX wieku kiedy to przy zabudowaniach dworskich majatku hr. Strachwitz spośród czeladzi tam pracującej utworzono nocnych stróżów. Każdej nocy dyżurowała jedna osoba dokonując obchodu zabudowań dworskich. Do dyspozycji drużyny oddano konny beczkowóz z wiadrami. Jednakże mobilność tych stróżów była bardzo graniczona. Pożary na terenie wioski nie były gaszone przez stróżów majątkowych a jedynie wspólnymi siłami sąsiedzkimi. Na przełomie wieku XIX i XX dramatycznie wzrosła ilość wybuchających pożarów w samej wsi. Spowodowane to było drewnianną zabudową. Ostatni drewnianny dom który stał na ulicy Wolności, naprzeciw krzyża, został rozebrany w 1964 roku. Potrzeba utworzenia ochotniczej straży pożarnej została zrealizowana na wniosek społeczności wiejskiej za zezwoleniem landratu strzeleckigo w dniu 10 październiak 1928 roku. Komitet założycielski złożony z piętnastu młodych męższczyzn wybrał na pierwszego komendanta pana Hermanna Szczerbińskiego. Należy w tym miejscu wspomnieć także innych członków założycieli miedzyinnymi : Gospodarek Franciszek, Jadasz Robert, Klimek Robert, Klyszcz Jan, Koprek Alfons, Kowalczyk Antoni, Łysek Jan, Rakoczy Andrzej, Schmidt Walerian, Sklarek Herman, ,Sobota Albert, Wawro Paweł, Witoń Franciszek, Wyrwol Teofil. W pierwszych latach istnienia straży pożarnej hrabia Strachwity żywo zainteresowany sprawami bezpieczeństwa przeciwpożarowego przekazał do dyspozycji starą szopę obok dworskiej kuźni która stała nad rzeką obok mostku. Celem poprawienia sprawności działania straży powołano trzy punkty zgłaszania pożaru które zaopatrzono w trąbki sygnałowe. Dzwięk trąbki był sygnałem nawołującym strażaków do akcji. Gmina ze swojej strony przekazała wóz konny zaopatrzony w sikawke. Konie w każdej chwili stawiał do dyspozycji ze stajni majątkowej hr. Strachwitz, ustanawiając dyżury do pożaru. Na dzwięk trąbki stajenny przekazywał natychmiast podwóż na potrzeby zaprzegu strażackiego. W miesiącach letnich wóż strażacki stał na terenie przypałacowych zabudowań dworskich. Kronika wiejska podaje że w pierwszych latach miały miejsce nastepujace pożary : pożar stodoły majątkowej w Roźniątowie która stała nad żródłami rzecj Suszki, pożar zabudowań gospodarczych rolnika Tomali w Rozniątowie, pożar stodoły i zabudowń gospodarczych u herzla także w Rozniątowie, pozar stodoły Rakoczyka w Szymiszowie, pożar stodoły majatkowej przy pałacu hr. Strachwitza, pożar zabudowań gospodarczych w Rozmierzy, pożar lasu pod Kalinowem, pozary stodoły gospodarzy Greipla i Wojtali w Szymiszowie. Jak widać z tych krótkich relacji aktywność jednostki szymiszowskiej była ogromna. Jednakże członkowie straży byli aktywni równiez na polu kulturalnym organizując różne imprezy dla lokalnej społeczności. Między innymi zabawy taneczne z których dochód przeznaczano na zakup sprzętu strażackiego. Przynajmniej cztery razy do roku przeprowadzano ćwiczenia sprawnościowe pod kierownictwem komendanta. Wybierani na okres czterech lat komendanci prowadzili również rozmowy z rolnikami w zakresie utrzymania porządku przeciwpożarowego. Jak podaje kronika wsi w latach 1932 do 1936 roku komendantem wybrano Romana Gospodarek, w latach 1936 do 1940 komendant Koenig Edmund, w latach 1940 do 1941 na jeden rok Jadasz Robert. Ze wzgledu na powołanie go do służby wojskowej w roku na jego miejsce wybrano Teofila Wyrwoła. Tuż przed wybuchem II wojny światowej w roku 1938 z funduszy gminnych wybudowano murowaną małą remizę strażacką składającą się z wieży i parterowego budynku z dwoma wjazdami dla wozów strażackich. W budynku znajdowały sie również świetlica oraz dwa pomieszczenia do dyspozycji policji jako cele aresztanckie. Zainteresowanie młodzieży sprawami straży pożarnej doprowadziło do powstania sekcji młodziezowej którą utworzono w 1939 roku do której należał miedzyinnymi Paweł Szczerbiński, Paweł Fuhl, oraz Wieczorek Wilhelm. Okres wojenny doprowadził do zmniejszenia się ilości członków straży gdyż większość młodych ludzi została powołana do armii niemieckiej. W związku z zaistniałą sytuacją w 1943 roku władze powołały do życia żeńską drużyne strażacką . Z zapisków kroniki wsi wynika że do drużyny tej należały nastepujące osoby : Hollek Elżbieta, Klyszcz Anna, Kampa Małgorzata, Mandok Małgorzata Mencler Kunegunda, Mencler Otylia. Z części męskiej drużyny pozostali jedynie starsi męższczyźni miedzyinnymi pan Kowalczyk Antoni, Piętka Jan oraz Wyrwoł Teofil . W tym czasie jednostka posiadała na stanie pompę sikawkową o silniku spalinowym na przyczepce, typu M 200, samochód osobowy. Poza tym drabiny, bosaki, maski i hełmu strażackie. Organizacja ćwiczeń była obowiazkowa nakazana przez władze gminne. Podstawowe ćwiczenia w zakresie gaszenia i pomocy ludności cywilnej odbywały sie każdej niedzieli po mszy świętej. W związku z prawem wojennym w razie alarmu członkowie straży zobowiązani byli do natychmiastowego stawienia się w punkcie zbornym w remizie strazackiej. Jednostka szymiszowksa brała udział miedzyinnymi w akcji gaśniczej w Strzelcach Wielkich po nalocie samolotowym. Po zakończeniu działań wojennych z biegiem czasu męższczyźni powracajacy z wojny zasilali ponownie szerego ochotniczej straży pozarnej. Wśród powojennych członków należy wymienić takie osoby jak : rakoczy Andrzej pierwszy powojenny komendant straży szymiszowskiej oraz Baron Ryszard, Greipel Alojzy, Jonca Alfred, Kochanek Erwin, Kowalczyk Antoni, Szcerbinski Paweł, Wiecek Paweł. Niestey wkrótce po nastaniu nowej władzy sprzęt będący na stanie jednostki został rozszabrowany przez grasujące bandy szabrowników. Z wielkimim trudnościami organizowano potrzebny sprzęt. Znaleziony pod Kalinowem rozbity konny wóz sikawkowy bez kół sprowadzono na wozie konnym w częściach. Potrzebne koła zostały wykonane w czynie społecznym przez miejscowych ciesli Lyska Jan oraz Andrzeja Rakoczyka. Zebranie reaktywujace działalność ochotniczej straży pożarnej odbyło sie w połowie 1948 roku Wybrano wtedy nowe władze OSP. Komendantem wybrano Pawła Szczerbińskiego, zastępcą został Kochanek Erwin, sekretarzem Jonca Alfred oraz jako członek zarządu Rakoczy Andrzej. Do drużyny strażackiej należeli między innymi Sklarek Eryk, Wojtala Alojzy, Wojtala Jan, Sobota Erwin, Matysiak Jerzy, Błyszcz Józef, Kleiman Jan, Kala Walenty, Miensok Gerhard, Szczcęsny Adolf, Dudek Roman, Klejman Helmut. W roku 1952 Komenda Powiatowa Ochotniczych Straży Pożarnych przekazała dla jednostki w Szymiszowie motopompę M200. Z inicjatywy członków rozpoczęto prace remontowe remizy. Zwiekszono pomieszczenie swietlicy strażackiej likwidując cele aresztanckie. Salę swietlicy wynajmowano na prowadzane kursy prawa jazdy. Organizowano zabawy taneczne oraz akcje zbiórki złomu i makulatury. Zdobyte w ten sposób pieniadze przeznaczono na spłate zaciągmietych pożyczek na remont remizy oraz zakup sprzętu strażackiego. Rok 1956 był nowym etapem w działalnosci szymiszowkich strażaków. Na walny zebraniu powołano nowe władze gdzie na stanowisko prezesa OSPw Szymiszowie powołano pania Janinę Tomczyk pierwszą kobiete w histori i szymiszowksiej OSP. Naczelnikiem powołano ponownie Pawła Szczerbińskiego, zastępcą został Erwin Kochanek który po zdaniu odpowiednich egzaminów został jednocześnie szkoleniowcem. urzędowe traktowanie spraw ochrony przeciw pożarowej spowodowało wprowadzenie zmian organizacyjnych i szkoleniowych. kandydaci na strazaków musieli zdawać egzaminy kwalifikacyjne przed Wojewódzka Komisją Egzaminacyjna . najpierw z drużyny szymiszowskiej egzaminy takie pozytywnie zdało jedenastu strażaków w roku 1957 natepnych dziewięciu. Za aktywność na polu profilaktyki i gotowości bojowej drużyna szymiszowksa została wyróżniona przez zarząd powiatowy OSP. Jako nagrodę przekazano nową pompę motorową typu M 800 wraz z oporządzeniem.. Z ramienia Wojewódzkiego Związku OSP przekazano elektryczna syrene alarmowa która umieszczono na szczycie wieży remizy strażackiej. OSP z Szymiszowa w latach 1957-1958 zdobywała czołowe miejsca w zawodach strazackich różnych szczebli od gminnych poprzez powiatowe a na wojewódzkich skończywszy.W roku 1958 obchodzono oficjalną uroczystośc 30 -lecia istnienia OSP w Szymiszowie. W latach poźniejszych życie społeczności szymiszowskiej uległo zmianom. Dzieki inicjatywie społecznej i wsparciu władz lokalnych powołano komitet budowy nowego budynku OSP na miejscu starej remizy strażackiej W latach 1966 -1976 funkcję Prezesa Zarządu OSP w Szymiszowie pełnił Paweł Szczerbinski natomiast funkcję naczelnika OSP objął Jan Kejman. Jednakże działaność pożarnicza na terenie Szymiszowa była realizowana również na osiedlu Wapienniki. Przed 1945 rokiem w Szymiszowie-Osiedlu funkcjonowała niemiecka zakładowa straż pożarna pod nazwą Werkfeuerwehr Kalkwerk Schimischow (po 1936 roku, po zmianie nazwy miejscowości: Werkfeuerwehr Kalkwerk Heuerstein). Chroniła ona rozległy kompleks zakładów wapienniczych i cementowni założonych pierwotnie przez przemysłowca Tilgnera. W przeciwieństwie do straży wiejskiej, straż zakładowa była w pełni finansowana i wyposażana przez właściciela zakładów wapienniczych. Działała według rygorystycznych niemieckich norm przemysłowych (policji ogniowej), które nakładały na duże zakłady przetwórstwa wapna i cementu obowiązek utrzymywania własnej sekcji gaśniczej ze względu na wysokie ryzyko pożarów ( piece szybowe, składy opału, pył węglowy) W okresie powojennym funcje dawnej struktury straży zakładowej przejęła jednostaka złozona głównie z pracowników przedsiębiorstwa. Byli to w głównej mierze męższczyźni  którzy pracowali w systemie zmianowym, z różnych odziałów zarówno produkcycjnych jak też utrzymania ruch. w załaczeniu  sekcja pożarnicza ZSP z 1969 roku.

Zdjęcie archiwalne ze zbioru prywatnego.

Zebrana poezja o Rozniątowskiej Górce

Wojska św. Jadwigi

Tam, w ciemnej czeluści podziemnego świata,

Pod rożniątowską górką śpią czarne mary.

W szeregu czekając , brat obok brata,

W ręku miecze, tarcze, rozwinięte sztandary.

Dzwonów trwogi i wołanie ludu w potrzebie,

Nasłuchują hufce, w gotowości stojąc.

Boskich wypatrują znaków na ziemi i na niebie.

Przekuwają żeleźce , na nowo się zbrojąc.

Co noc letnią porą, kiedy północ uderzy

Wydając szczęk oręża, na rumach i w zbroi

Trzynaście  czarnych postaci w milczeniu bieży

Do apelu  na wzgórzu hufiec mężny stoi.

Aż czas dojrzeje, kiedy lud w potrzebie

 Do Jadwigi pani modły swe skieruje

Wysłucha nas Jadwig tam w górze tam w niebie

Opiekę  swą odwieczną nam ofiaruje.

Pietka Jan, Szymiszów maj 1964 roku

Bergruine

Bergruine zeigt der Sternen

ans  Rosniontau stille Quelle

Liegt das Lager in nicht  weite Ferne

weil  hl. Hedwig hütet die Stelle.

Hast dich uns zu eigen gegeben

weil die Sagen die Selle bestimmt

und in Tiefsten Bergen Lebens

eine Arme Gestalt annimmt

Du kommst zu uns ans lodernde Feuer

Auf das Bergruine  bei graue Nacht

Schirm die Fahne die Heimat und Treue

Komm und mit uns halte die Wacht.

Höre Hedwig was Schlesier Sagen

Heimat  weint,  das Volk dich ruf

Heb das Schwert wie in alten Tagen

Schickt deine Ritter mit eiserner Huf

Hütte uns von Not und  Versagen

die  jeder Lebensregung knickt

Durch fremde dumpfes Unbehagen

Was unsere Väter Erbe erstickt.

Rette,  sonst müssen wir  auswandern

verlassen gelobte Heimatland

Und weise Fahne  in Rosniantau aushangen

Das wäre im Herzen ein tödliches Brand.

Sonst  sterbe dein Volk was treue geloben

Und wird nicht mehr schlesisch die Heimat mein,

obwohl wir  dein Bild nach oben  gehoben

wird Schlesien nicht mehr mein Heimat sein.

Rosniontau 1921

Unbekante Autor aus Rosniontau o/s Ze zbiorów Karola Mutza

Mroczna Górka

Tam w ciemnej czeluści podziemnego świata,

Pod roźniątowską górką śpią czarne mary.

W szeregu czekając , brat obok brata,

W ręku miecze, tarcze rozwinięte sztandary.

Dzwonów trwogi i wołanie ludu w potrzebie.

Nasłuchują hufce, w gotowości stojąc.

Boskich wypatrują znaków na ziemi i na niebie.

Raz po raz miecze przekuwają, na nowo się zbrojąc

Co noc letnią porą, kiedy północ uderzy

Wydając szczęk oręża, na rumach i w zbroi

Trzynastu czarnych postaci w milczeniu bieży

Do apelu  na wzgórzu hufiec mężny stoi.

Tajemnicze wzgórze

Wczesna jesień wśród pól i lasów

Pośród pagórków wąwozów i krętych  krasów

Głęboka cisza pogodnego poranka, dalekie

Dalekie pachnienie żniwnego wianka

Niesie z zapachem barwy pięknej jesieni

Niebo czyste  pośród nieruchomych cieni

Kasztanowej  alei co od pałacu wiedzie

Trochę pod górkę, zaraz w dół już zjedzie

A tam  z lewa barwna oaza na wzniesieniu

Co na przedpolu zbocza w przezroczystym cieniu

Promień słońca skrada się w zielonym prześwicie

Budząc krople rosy na liściach o świcie

Gdzieniegdzie ruiny jakiejś migają obrazy

Pośród gałęzi  i liści odsłaniając  skazy

Zmarszczki czasu od słońca śniade

Kamienie wyblakłe, smutne i blade

Ćwierkot wróbli odgłos  z górki niesie

Opowieści o wisielcu i starym biesie

Zakopanych skarbach i skrzatach

Rozpuszczone wśród ludu zamieszkałe w chatach

Jak dobry duch co sił dodaje

Niech w naszej pamięci na wieki się ostaje.

Autorka Iwanecka Isabela

wiersz na konkurs literacki organizowany przez Miejsko Gminy Zarząd ZMW

w Strzelcach Opolskich

 Płaczący rożniatowski wzgórek

W deszczowy poranek płaczące chmury,

Pośrodku  samotne zranione mury,

zieloną wyspę pokryły łzami,

wyłomem okien jak oczodołami,

Zbielałe  kamienie  ciskają spojrzenia,

by nie zapomnieć  przeszłości istnienia.

Smętnej żałości, niemymi ustami,

zaklętej  w tej górce, zamkniętej bajkami.

Wiatr  niesie cichą skargę żałosną,

zmienioną o świcie w  nowinę radosną,

która nocami bruzd śwerzych schodzi polami,

i się ukrywa pod domostw  strzechami.

O dawnych pradziejach  spowitych w słowa,

legendy i baśnie,  zaklęte  w nich chowa.

W przepiękne  szaty jak lśniące farby,

bo  ziemi to naszej  tajemne  skarby.

W deszczową noc, samotna wieża.

Niepokój sprawuje wśród ptactwa i zwierza.

Ożywa nagle, otwiera podwoje,

to kopyt stukot,  to błyszczące zbroje.

Zmieszane z szumem przeróżnych hałasów,

zawodzą i jęczą, jak z dawnych czasów.

Podobni z oddala do wielkich czarnych ptaków,

w szyku bojowym pośród wielu znaków.

stają w szeregu  Jadwigi rycerze.

Obrońcy tej ziemi  w Chrystusa wierze

II.

Lub  na skraju pola z  bladym  obliczem,

z błędnym ognikiem lub pokutnym zniczem

Postać wisielca w łachmanie straszliwym.

Co od wieków bez ciała z duchem nieżywym,

błądzi po wzgórzu, o modlitwę  prosi.

Jękiem żałosnym w głuchą noc się zanosi.

Stracony morderca, co na duszy ranny.

Człeka pokutnego,  pustelnika z Anny,

ranę śmiertelna zadał podczas sporu.

Za swe uczynki pozostał   ludzką zmorą.

 III

To znów okropny  pysk, co zieje ogniem i pluje błyskawice.

Pies strażnik, który bestii straszne posiada oblicze.

Co w głębi ziemi skarb wielki  pilnuje złoty,

srebrne monety, drogie kamienie,  bogate przedmioty.

 IV

Lub wodnik mały, co źródło i rzeczkę zamieszkuje.

Pojawi się nagle, głośno baraszkuje.

Niekiedy namawia słodziutkim wyrazem,

bądź za przechodniem rzuci małym głazem.

Napsoci wokoło, lecz rzadko zaś ubliży.

Czasem rzuci dukata w potrzebie się uniży.

Ale zawsze dobrym duszkiem w pamięci zostaje.

Bogatym zabiera a biednym rozdaje.

 V

Innym znowu  razem, biała dama przemyka.

Poprzez pola jak duch, miedzy drzewa przenika.

Nad wodą rzeczki unosząc się jak mgła,

Płynie i płynie a nie jak by szła.

Na  szymiszowskim cmentarzu  zawodzi nocą.

Płacze i jęczy,  walczy z jakąś mocą.

Pojawia się i znika, ukazuje twarz cudną.

Zaprasza do siebie na stronę odludną.

Bezgłośnie wśród grobów nawołuje cichym głosem,

Odrzuciwszy  biały welon,  wabi pięknym włosem.

To znowu cudne lico przechodzień widzieć może,

By nagle siać popłoch roznosić straszną zgrozę.

Potem znika nagle przed nadejsciem promienia.

W porannego ptaka się nagle przemienia.

Jak mgła gęsta,  co ze słońcem zanika.

Tak jak wampir nocny co światła unika.

 VI

Ta płacząca górka, woła tu włodarzy.

Prosi ich, błaga   o ratunku marzy.

A  św. Florian i św. Jadwiga,

tę nadzieję parafian jak sztandar dźwiga.

O błogosławieństwo prosi, swoich duszpasterzy

Z modlitwą pokorną do kościoła bieży.

To wszystko dla ciebie, przechodniu miły,

Aby tradycji tej ziemi nie złożyć do mogiły.

Szymiszów , Gościniec u Króla   napisano czerwiec 2012 autor   Norbert Waclawczyk

Zebrał Norbert Wacłąwczyk

Inicjatywa Społeczna Moreantiqua