Żabka, która zatrzymała Jasia
Przy ruchliwej drodze, pod dużym liściem łopianu, mieszkała mała zielona żabka. Codziennie obserwowała samochody, rowery i spieszących się ludzi. Wiedziała, że przed wejściem na jezdnię trzeba się zatrzymać i uważnie rozejrzeć.
Pewnego ranka żabka zobaczyła małego Jasia jadącego na czerwonym rowerku. Chłopiec bardzo się spieszył. Chciał jak najszybciej dojechać do kolegi, który czekał na niego po drugiej stronie ulicy.
– Szybciej, szybciej! – powtarzał Jaś, mocno naciskając na pedały.
Żabka zauważyła, że chłopiec jest trochę roztargniony. Przed chwilą omal się nie przewrócił, kiedy próbował wjechać na wysoki krawężnik. Teraz patrzył tylko przed siebie i nawet nie zauważył, że zbliża się do drogi.
Tymczasem zza zakrętu nadjeżdżał samochód.
– Kum, kum! Zatrzymaj się! – zawołała żabka.
Jaś jej jednak nie usłyszał. Szeleściły drzewa, turkotały koła rowerka, a z ulicy dochodził warkot samochodów.
Żabka wiedziała, że niektórzy kierowcy zwalniają, gdy zobaczą na drodze zwierzątko. Zebrała więc całą swoją odwagę i wykonała największy skok w swoim życiu. Wylądowała tuż przed przednim kołem rowerka.
– Ojej, żabka! – krzyknął Jaś i mocno nacisnął hamulec.
Rower zatrzymał się przed samą jezdnią. W tej samej chwili przejechał przed nimi samochód. Kierowca również zwolnił, ponieważ zauważył chłopca i małą żabkę.

Jaś popatrzył na ulicę, potem na żabkę i zrozumiał, co mogło się wydarzyć.
– Uratowałaś mnie – powiedział cicho. – Tak bardzo się spieszyłem, że zapomniałem się zatrzymać.
Żabka usiadła przy jego bucie i zakumkała:
– Nie szkodzi przybyć chwilę później. Najważniejsze, żeby dotrzeć bezpiecznie.
Jaś zsiadł z rowerka. Rozejrzał się najpierw w lewo, potem w prawo i jeszcze raz w lewo. Dopiero kiedy droga była pusta, przeprowadził rower na drugą stronę.
Od tego dnia przed każdą ulicą powtarzał:
„Staję, patrzę – lewo, prawo, lewo.
Gdy jest pusto, ruszam śmiało!”
Jaś opowiedział wszystkim dzieciom o odważnej żabce. Mieszkańcy nazwali ją Żabą Szczęścia, ponieważ uratowała chłopca i nauczyła go, że nawet wtedy, gdy bardzo się spieszymy, bezpieczeństwo jest najważniejsze.
A mała żabka? Wróciła pod swój liść łopianu. Od tej pory każdego ranka pilnowała drogi i przypominała dzieciom:
- Kum, kum! Najpierw patrzymy, później ruszamy!
Małgosia i zgubiony pierścionek
Mała Małgosia dostała od babci piękny pierścionek z zielonym oczkiem w kształcie żabki. Babcia kupiła go dawno temu na wiejskim odpuście i bardzo go ceniła.
Pewnego dnia Małgosia bawiła się w ogrodzie ze swoją przyjaciółką Wandzią. Biegały, śmiały się i udawały, że ogród to zaczarowana kraina. Nagle Małgosia zauważyła, że pierścionek zniknął z jej palca.
– O nie! Zgubiłam go! – zawołała ze smutkiem.
Dziewczynki szukały wszędzie: w trawie, pod krzakami, przy grządkach. Niestety pierścionka nie było.
Małgosia była bardzo zmartwiona, ale nie poddała się.
– Muszę go znaleźć – powiedziała stanowczo. – To pamiątka od babci.
Gdy zaczęło się ściemniać, w ogrodzie zrobiło się cicho. Nagle Małgosia usłyszała ciche kumkanie.

– Kum… kum…
Poszła za dźwiękiem między grządki róż. I wtedy zobaczyła małą zieloną żabkę. Siedziała spokojnie, a obok niej coś błyszczało.
To był pierścionek!
Małgosia uśmiechnęła się szeroko.
– Znalazłam go! – zawołała szczęśliwa.
Żabka tylko zakumkała i wskoczyła w trawę.
Małgosia zrozumiała, że czasem to, co zgubione, wraca wtedy, gdy się nie poddajemy.
To była żabka szczęścia.
Morał Zawsze warto być uważnym i ostrożnym, bo pośpiech może prowadzić do niebezpieczeństwa, a cierpliwość i wytrwałość pomagają odnaleźć to, co ważne.
Żaba Szczęścia
Babcia Zosi mieszkała za lasem, po drugiej stronie rzeki. Dziewczynka odwiedzała ją już kilka razy razem z rodzicami, dlatego pewnego słonecznego poranka postanowiła, że tym razem sama odnajdzie drogę.
Wesoła i pełna energii narwała na łące bukiecik bławatków, maków i stokrotek. Kwiaty miały być niespodzianką dla babci. Zosia ruszyła dobrze znaną ścieżką, nucąc pod nosem ulubioną piosenkę.
Początkowo wszystko wyglądało tak, jak zapamiętała. Rozpoznawała wysokie sosny, stary dąb i pień porośnięty miękkim mchem. Jednak po pewnym czasie ścieżka rozdzieliła się na dwie części.
– Którędy teraz? – wyszeptała.
Rozejrzała się uważnie, ale las nagle wydał jej się zupełnie obcy. Drzewa szumiały głośniej, gałęzie rzucały dziwne cienie, a znajoma droga jakby zniknęła. Zosię ogarnął strach.
– Chyba się zgubiłam… – powiedziała ze łzami w oczach.
Już chciała zawrócić, gdy usłyszała ciche:
– Kum… kum…

Zosia przestała płakać i nadstawiła uszu.
– Kum… kum… kum…
Przypomniała sobie wtedy, że żaby mieszkają nad wodą. A przecież dom babci stał tuż nad rzeką!
Dziewczynka ruszyła w stronę, z której dochodziło kumkanie. Szła powoli i ostrożnie, aż między drzewami zobaczyła małą zieloną żabkę siedzącą na kamieniu.
– Czy pomożesz mi odnaleźć drogę do babci? – zapytała Zosia.
Żabka zamrugała wielkimi oczami, skoczyła w trawę i znów zakumkała. Zosia podążyła za nią. Po chwili usłyszała szum płynącej wody, a zaraz potem zobaczyła rzekę, drewniany mostek i czerwony dach domu babci.
– Udało się! – zawołała radośnie.
Żabka wskoczyła na kamień przy brzegu, jakby chciała się pożegnać.
– Dziękuję ci, Żabo Szczęścia! – powiedziała Zosia.
Kiedy dotarła do domu, babcia mocno ją przytuliła. Zosia wręczyła jej bukiecik i opowiedziała o leśnej przygodzie.
– Pamiętaj, kochanie – powiedziała babcia – odwaga nie oznacza, że nigdy się nie boimy. Odważny jest ten, kto mimo strachu potrafi się zatrzymać, pomyśleć i uważnie rozejrzeć.
Od tego dnia Zosia zawsze mówiła, że nad rzeką mieszka niezwykła Żaba Szczęścia. A gdy tylko słyszała jej kumkanie, przypominała sobie, że nawet w trudnej chwili można znaleźć właściwą drogę.
Morał: Kiedy ogarnia cię strach, nie działaj pochopnie. Zatrzymaj się, pomyśl i uważnie obserwuj świat – rozwiązanie może być bliżej, niż przypuszczasz.
Adaś i tajemnicze zioło
Pewnego dnia babcia Adasia ciężko zachorowała. Pan doktor dokładnie ją zbadał i zalecił specjalną kurację ziołową. Niestety potrzebnego lekarstwa od dawna nie było w żadnej aptece.
– Można je przygotować ze świeżych ziół – wyjaśnił doktor. – Brakuje nam tylko leśnej srebrzystki. To bardzo rzadka roślina.
Otworzył grubą księgę zielarską i pokazał Adasiowi ilustrację. Zioło miało srebrzyste liście oraz drobne kwiatki przypominające gwiazdy.
Następnego ranka Adaś wyruszył na poszukiwania. Zaglądał pod krzewy, rozsuwał wysokie trawy i sprawdzał każdą leśną polanę. Minęło wiele godzin, lecz nigdzie nie znalazł srebrzystki.
Zmęczony usiadł na pniu.
– Chyba mi się nie uda – westchnął.
Wtedy od strony małego stawu dobiegło go głośne kumkanie:
– Kum! Kum! Kum!
Adaś ruszył w tamtym kierunku. Nad brzegiem zobaczył zieloną żabkę. Siedziała pod rośliną o srebrzystych liściach i maleńkich kwiatach w kształcie gwiazd.

– To przecież leśna srebrzystka! – zawołał chłopiec.
Nie zerwał jej jednak sam. Zapamiętał miejsce i szybko sprowadził pana doktora. Ten dokładnie obejrzał roślinę, upewnił się, że jest właściwa, i zebrał tyle, ile potrzebował do przygotowania lekarstwa.
Po kilku dniach babcia poczuła się znacznie lepiej. Adaś wrócił nad staw, aby podziękować małej pomocnicy.
– Kum! – odpowiedziała żabka i zniknęła wśród srebrzystych liści.
Morał: Nie warto się poddawać, nawet gdy cel wydaje się daleki. Czasem wystarczy uważnie słuchać i obserwować, aby odnaleźć rozwiązanie. Pamiętaj jednak, że zioła lecznicze wolno zbierać i stosować tylko pod opieką dorosłego, który dobrze je zna.
Jak zielona żabka odnalazła przepis piernikarza Feliksa
W Strzelcach Opolskich mieszkał piernikarz Feliks. Co roku przed Bożym Narodzeniem piekł według rodzinnej receptury niezwykłe pierniki pachnące miodem, cynamonem i goździkami. Mieszkańcy mówili, że kto podzieli się takim piernikiem z bliską osobą, temu szczęście będzie towarzyszyć przez cały rok.
Pewnego ranka Feliks otworzył starą drewnianą skrzynię i z przerażeniem odkrył, że pożółkła kartka z przepisem zniknęła.
Przeszukał wszystkie szuflady, zajrzał do worków z mąką i pod ciężki stół. Receptury jednak nigdzie nie było.
– Bez niej nie upiekę bożonarodzeniowych pierników! – zmartwił się.
Wtedy na progu piekarni pojawiła się mała zielona żabka.
– Kum! Kum! – zawołała i skoczyła w stronę rynku.
Feliks wybiegł za nią. Żabka poprowadziła go między straganami, przez sad i dalej ku rzece. Piernikarz kilka razy chciał zawrócić, bo nie rozumiał, jak żaba mogłaby mu pomóc. Ona jednak przystawała, oglądała się na niego i ponownie wołała:
– Kum! Kum!
Wreszcie dotarli do starej wierzby rosnącej nad wodą. Żabka wskoczyła pomiędzy jej korzenie. Feliks pochylił się i zobaczył skrawek pożółkłego papieru. Wiatr musiał porwać kartkę przez otwarte okno piekarni i zanieść ją aż tutaj. Na szczęście utkwiła w suchej dziupli.

– Moja receptura! – ucieszył się Feliks. – Dziękuję ci, zielona przyjaciółko!
Żabka zamrugała złotymi oczami i zniknęła wśród traw.
Jeszcze tego samego dnia Feliks przygotował ciasto. Pierwszy piernik uformował na podobieństwo siedzącej żabki. Ozdobił go zielonym lukrem i nazwał Żabą Szczęścia.
Od tamtej pory co roku przed Bożym Narodzeniem wypiekał żabki z piernika. Jedni obdarowywali nimi bliskich, inni zabierali je w podróż, wierząc, że zielona przewodniczka pomoże im odnaleźć właściwą drogę.
Morał: Nie należy tracić nadziei, gdy zgubimy coś cennego. Wytrwałość i pomoc nieoczekiwanego przyjaciela mogą przywrócić to, co wydawało się utracone.
Jak żabka pomogła pisarzowi miejskiemu Janowi
Pewnego dnia burmistrz Kiełbasa wezwał do siebie miejskiego pisarza Jana.
– Podobno przed wiekami jakieś małe zwierzę uratowało nasze miasto przed brakiem wody – oznajmił. – Odnajdź tę legendę i spisz ją przed świętem miasta!
Jan udał się do archiwum. Przez wiele dni przeglądał stare kroniki, zakurzone księgi i pożółkłe dokumenty. Nigdzie jednak nie znalazł nawet najmniejszej wzmianki o tajemniczym zwierzątku.
– Co ja teraz powiem burmistrzowi? – martwił się.
Podczas przerwy w pracy wyszedł do starego sadu. Usiadł pod rozłożystą lipą i pogrążył się w myślach. Nagle przed jego nogami pojawiła się mała zielona żabka.
– Kum! Kum! – zawołała i skoczyła w głąb sadu.
Jan spojrzał na nią ze zdziwieniem. Żabka zatrzymała się, odwróciła i ponownie zakumkała, jakby prosiła, aby za nią poszedł. Pisarz ruszył jej śladem.
Zwierzątko prowadziło go między starymi jabłoniami, przez gęste krzewy i wysoką trawę. Nagle Jan usłyszał cichy szmer. Pod kamieniami wypływało niewielkie, krystalicznie czyste źródełko.

Wtedy wszystko zrozumiał.
Dawno temu, podczas wielkiej suszy, mieszkańcom miasta zabrakło wody. Kiedy stracili już nadzieję, mała żabka przywędrowała na rynek. Ludzie podążyli za jej kumkaniem aż do ukrytego źródła. Dzięki znalezionej wodzie miasto przetrwało.
Jan wrócił do ratusza i spisał opowieść o dzielnej żabce. Nie twierdził, że odnalazł ją w kronikach. Wyjaśnił uczciwie, że odkryte źródełko oraz zielona przewodniczka pomogły mu odtworzyć zapomnianą legendę.
Burmistrz Kiełbasa przeczytał tekst, poprawił łańcuch na brzuchu i powiedział z uznaniem:
– Wygląda na to, Janie, że legenda nie czekała w archiwum. Czekała na ciebie w sadzie!
Od tego czasu zielona żabka stała się symbolem miasta, a źródełko nazwano Źródłem Szczęścia.
Morał: Nie wszystkie odpowiedzi można znaleźć w starych księgach. Czasem trzeba wyjść poza utarte ścieżki, uważnie obserwować świat i pozwolić, by przyroda opowiedziała swoją historię.
Żabka i studnia czystej wody
Podczas wielkiej epidemii woda w miejskich studniach została zanieczyszczona. Każdy, kto ją wypił, szybko chorował. Przez wiele dni mieszkańcy bali się pić, a zapasy czystej wody niemal się skończyły.
Pewnego ranka na rynku pojawiła się zielona żabka. Skakała przez miasto i głośno kumkała, jakby chciała zwrócić na siebie uwagę. Ludzie podążyli za nią aż do starej, zapomnianej studni za murami.
Żabka usiadła na jej brzegu i zawołała:
– Kum! Kum!
Miejski medyk zbadał wodę i potwierdził, że jest czysta. Polecił ją dodatkowo przegotować przed piciem. Dzięki odnalezionej studni mieszkańcy przetrwali trudny czas, a żabkę nazwali Żabą Szczęścia.

Morał: W trudnych chwilach nawet najmniejszy pomocnik może wskazać właściwą drogę. Trzeba jednak nie tylko dostrzegać znaki, lecz także postępować rozważnie i sprawdzać, czy obrana droga jest bezpieczna.
Ania i niezwykła modelka
Pewnego dnia pani nauczycielka ogłosiła klasowy konkurs.
– Do końca tygodnia narysujcie zwierzę, które żyje w pobliżu waszych domów. Nie może to być jednak zwierzę domowe – wyjaśniła.
Dom Ani stał nad wiejskim stawem, dlatego dziewczynka właśnie tam zaczęła szukać odpowiedniego modelu. Widziała ważki, kaczki i małe rybki, ale wszystkie poruszały się zbyt szybko.
Nagle na dużym kamieniu zauważyła zieloną żabkę. Siedziała nieruchomo i wygrzewała się w słońcu.
Ania usiadła w trawie, wyjęła blok oraz kredki i zaczęła rysować. Ku jej zdziwieniu żabka wcale nie uciekała. Dziewczynka mogła dokładnie przyjrzeć się jej złocistym oczom, ciemnym plamkom na grzbiecie, długim palcom i delikatnemu połyskowi skóry.

Pracowała bardzo długo. Gdy postawiła ostatnią kreskę, żabka cicho zakumkała i wskoczyła do wody, jakby wiedziała, że jej zadanie zostało wykonane.
W domu Ania pokazała rysunek starszej siostrze.
– Aniu, masz prawdziwy talent! – zachwyciła się siostra. – Tak dokładnego rysunku żaby nie widziałam nawet w książce przyrodniczej!
W poniedziałek pani nauczycielka długo oglądała wszystkie prace. Rysunek Ani był nie tylko piękny, lecz także niezwykle staranny. Widać było, że dziewczynka uważnie obserwowała swoją modelkę.
Ania wygrała konkurs i otrzymała najlepszą ocenę w klasie. Najbardziej cieszyło ją jednak to, że dzięki małej żabce odkryła, jak wielką radość sprawia jej rysowanie przyrody.
Morał: Talent można odkryć niespodziewanie, lecz rozwija się on dzięki cierpliwości, uważności i wytrwałej pracy.
Jak strzelecka Żaba Szczęścia podbiła Japonię
Kenji, turysta z Japonii, przyjechał do Strzelec Opolskich, aby odwiedzić dawnego kolegę ze studiów. Przyjaciele spacerowali po mieście, wspominali młode lata i poznawali miejscowe tradycje.
Na pożegnanie kolega wręczył Kenjiemu niezwykły prezent – strzelecki piernik w kształcie piernikowej żabki.
– Coś mi się wydaje, że nasza Żaba Szczęścia przyniesie ci szczęście – powiedział z uśmiechem.
Po powrocie do Japonii na tokijskim lotnisku czekali na Kenjiego jego bliscy. Turysta wyjął piernik, aby pochwalić się podarunkiem przywiezionym z Polski.
W tym samym czasie znany tokijski fotograf szukał ciekawego tematu do nowego reportażu. wyrózniająca się piernikowa żabka tak bardzo go zachwyciła, że poprosił Kenjiego o pozwolenie na wykonanie zdjęcia.

Fotografia uśmiechniętego turysty trzymającego Żabę Szczęścia ukazała się w tokijskiej gazecie. Czytelnicy wybrali ją najpiękniejszym zdjęciem miesiąca. Wkrótce pisała o niej prasa w całej Japonii, a Kenji i jego niezwykły piernik stali się prawdziwymi gwiazdami.
Wtedy turysta przypomniał sobie słowa przyjaciela ze Strzelec Opolskich.
– Miałeś rację – powiedział podczas rozmowy telefonicznej. – Wasza żabka naprawdę przyniosła mi szczęście!
Morał: Nawet niewielki podarunek ofiarowany od serca może przebyć daleką drogę, połączyć ludzi z różnych kultur i przynieść szczęście w najmniej oczekiwanym momencie.
Najmilszy prezent dla babci
Bracia ojca Grzesia prowadzili własne firmy albo zajmowali wysokie stanowiska. Tylko jego tata był zwykłym piekarzem i pracował w cudzej piekarni. Nie wstydził się jednak swojego zawodu. Kochał zapach miodu i korzennych przypraw, a największą radość sprawiało mu tworzenie nowych pierników.
Pewnego dnia usłyszał, że w Strzelcach Opolskich powraca legenda o Żabie Szczęścia. Postanowił więc upiec piernikową żabkę. Starannie uformował jej łapki, zrobił duże oczy i namalował lukrem szeroki uśmiech.
Kiedy przyniósł piernik do domu, Grześ od razu zawołał:
– Tato, podaruję tę Żabę Szczęścia babci na urodziny!
Na przyjęciu kuzyni Grzesia wręczali babci kosztowne prezenty. Jeden przyniósł drogie perfumy, drugi elegancką biżuterię, a trzeci ogromny bukiet. Każdy głośno opowiadał, ile trudu kosztowało zdobycie podarunku.
Grześ stał z boku, trzymając skromne pudełeczko. Przez chwilę obawiał się, że jego prezent nikomu się nie spodoba. Wreszcie podszedł do babci i podał jej piernik.
– To dla ciebie, babciu. Żeby przyniósł ci szczęście.
Babcia otworzyła pudełko. Gdy zobaczyła uśmiechniętą żabkę i poczuła zapach miodu, cynamonu oraz goździków, jej oczy napełniły się łzami.
– Kiedy byłam małą dziewczynką, przed Bożym Narodzeniem w całym domu pachniało właśnie tak – powiedziała. – Ten piernik przypomniał mi najszczęśliwsze chwile mojego dzieciństwa.

Mocno przytuliła Grzesia i postawiła Żabę Szczęścia na honorowym miejscu. Spośród wszystkich podarunków właśnie ten skromny piernik sprawił jej największą radość.
Morał: O wartości prezentu nie decyduje jego cena, lecz serce, pamięć i dobre uczucia, z jakimi został podarowany.
Czas goi, rany ale czas również doprowadza do zapomnienia. Z biegiem czasu mieszkańcy grodu zaczęli zapominać o bohaterskich czynach małych żabek, które niegdyś ocaliły Strzelce od zagłady. Coraz rzadziej słychać było ich radosne kumkanie, lecz początkowo nikt nie zwracał na to uwagi.
Do grodu przybywało coraz więcej ludzi. Rozbudowywano miasto, wycinano okoliczne lasy i osuszano podmokłe tereny. Miejsc, w których żabki mogły spokojnie żyć, było coraz mniej. Kumkanie, które przez wiele lat towarzyszyło mieszkańcom i przynosiło im radość, stawało się coraz cichsze.
Aż pewnego lata umilkło zupełnie.
Od tej pory nikt nie spotykał już w pobliżu grodu małych zielonych stworzeń. Wkrótce w mieście zaczęły panować smutne czasy. Ludzie stali się dla siebie mniej życzliwi, coraz częściej się kłócili i coraz rzadziej potrafili cieszyć się tym, co mieli. Smutek ogarniał zarówno dorosłych, jak i dzieci. Pojawiły się także choroby i różne nieszczęścia.
Pan na strzeleckim zamku zwołał więc miejskich rajców.
– Co się stało z naszym grodem? – zapytał. – Dlaczego zniknęły radość, zgoda i szczęście?
Rajcy długo się zastanawiali, lecz nikt nie znał odpowiedzi. Dopiero pewien stary aptekarz przypomniał sobie o żabkach, które przed laty uratowały gród.
– Wszystko zaczęło się wtedy, gdy ucichło ich kumkanie – powiedział. – Może zapomnieliśmy, komu zawdzięczamy nasze dawne szczęście?
Postanowiono więc odnaleźć żabki. Miejscy strażnicy ruszyli we wszystkie strony. Przeszukiwali lasy, łąki, rowy i brzegi strumieni. Mijały jednak kolejne dni, a poszukiwania nie przynosiły żadnego rezultatu.
Dopiero pewna starsza kobieta mieszkająca niedaleko Rożniątowskiej Górki usłyszała pewnej letniej nocy cichutkie kumkanie. Dochodziło ono z gęstego lasku, gdzie obok niewielkiego źródełka ukrywały się cztery ostatnie żabki z całej okolicy.
Kobieta powiadomiła o swoim odkryciu mieszkańców grodu.
– To ostatnie z żab, które niegdyś przynosiły Strzelcom pomyślność – powiedziała. – Jeśli okażemy im szacunek, ochronimy je i pozwolimy im spokojnie żyć, dobro może powrócić do naszego miasta. Każda z nich przypomina nam o jednej rzeczy, bez której człowiek nie może być naprawdę szczęśliwy: o zdrowiu, miłości, spokoju i szczęściu.
Mieszkańcy zrozumieli wtedy swój błąd. Nie zabrali żabek ze źródełka i nie uczynili z nich atrakcji. Zamiast tego postanowili stworzyć dla nich bezpieczne miejsce. Przy zamku wybudowano staw, otoczono go zielenią i zadbano, aby żabki mogły żyć tam spokojnie.
Wkrótce znów rozległo się ich kumkanie.
Z czasem mieszkańcy również zaczęli się zmieniać. Stali się dla siebie bardziej życzliwi, częściej sobie pomagali i nauczyli się dostrzegać wartość tego, co wcześniej uważali za zwyczajne i nieważne.
Na pamiątkę czterech ostatnich żabek w mieście powstała fontanna ozdobiona ich wizerunkami. Każda z nich stała się symbolem jednego z najważniejszych ludzkich pragnień:
żabka od strony ratusza symbolizuje spokój,
żabka od strony kościoła – zdrowie,
żabka od strony zamku – szczęście,
a czwarta żabka – miłość.

Mówi się, że ten, kto pogłaszcze jedną z żabek i pomyśli swoje życzenie, może liczyć na jej przychylność. Trzeba jednak pamiętać, że prawdziwe szczęście nie przychodzi tylko za sprawą czarów. Rodzi się wtedy, gdy ludzie potrafią troszczyć się o siebie nawzajem oraz o świat, który ich otacza.
Morał:
Nie wolno zapominać o tych, którym coś zawdzięczamy, nawet jeśli są mali i niepozorni. Człowiek jest częścią przyrody – kiedy ją niszczy, sam traci spokój i radość. Szacunek, wdzięczność i troska o innych sprawiają, że dobro może do nas powrócić.
historyjka ta powstała na kanwie opowiadań przewodnika po strzeleckiej starówce dotyczących postaci czterech żab na brzegach fontanny przed ratuszem Pani Małgorzaty Porosiło.

