Mamlołk, piernikowe mikołaje i Adonis. Śladami strzeleckich wypieków
Historia miejscowego piekarnictwa kryje się również w rodzinnych wspomnieniach: w zapamiętanej nazwie bułki, własnoręcznie wykonanej foremce czy świątecznym wypieku przygotowywanym dla dzieci. Takim świadectwem są opowieści Jana Wacławczyka, który w latach 70. XX wieku pracował w piekarni mistrza piekarskiego Ewalda Pawellka w Strzelcach Opolskich. Pozwalają one przywołać wyroby obecne w konkretnym zakładzie, choć nie zawsze umożliwiają ustalenie, skąd pochodziły i jak daleko w przeszłość sięgała ich historia.
Piekarnia Ewalda Pawellka mieściła się w południowej pierzei strzeleckiego rynku, pod adresem Rynek 23. Pracował w niej wówczas starszy piekarz, będący już na emeryturze, zapamiętany jako Feliks. Nie ma dziś pewności, czy było to jego imię, czy nazwisko. To właśnie z nim wiąże się wspomnienie maślanego wypieku nazywanego „mamlołkiem”.
Mamlołk był bułką maślaną w kształcie człowieczka, wielkości około 20 centymetrów. Feliks formował go przy użyciu własnoręcznie przygotowanej formy z metalowego paska, wygiętego w kontur postaci. Kształtem przypominał wypiek znany pod niemiecką nazwą Weckmann. Samo podobieństwo nie rozstrzyga jednak o pochodzeniu strzeleckiego mamlołka ani jego nazwy.
Według relacji Jana Wacławczyka przed Bożym Narodzeniem Feliks przygotowywał niewielką partię tych bułek — kilkanaście sztuk dla dzieci swoich znajomych. Właściciel piekarni pozwalał mu w okresie świątecznym wykonywać dodatkowe wypieki na własne potrzeby. Mamlołk pozostał więc we wspomnieniach jako wyrób związany z konkretnym piekarzem i jego prywatnym zwyczajem obdarowywania dzieci.
Nie wiadomo, czy Feliks przejął ten wypiek od wcześniejszych pokoleń piekarzy, odtworzył znaną sobie formę, czy też przygotowywał własną wersję maślanego człowieczka. Nie ustalono również, czy określenia „mamlołk” używano szerzej, czy jedynie w jego najbliższym otoczeniu. Relacja potwierdza obecność takiego wyrobu w tej piekarni w latach 70., lecz nie wystarcza do uznania go za dawną tradycję całej ziemi strzeleckiej.
W zakładzie przygotowywano także wypieki na zamówienia osób prywatnych: kołacze z posypką, makiem i serem oraz makowce. Wspomnienie mamlołka uzupełnia ten obraz o drobną, osobistą działalność piekarza, wykonywaną obok codziennej pracy zakładu.
Do powojennych wspomnień należą również piernikowe mikołaje sprzedawane w okresie świątecznym. Takie wyroby były popularne szczególnie do lat 80. XX wieku. Miały postać Mikołaja przedstawionego z przodu, z sylwetką wyznaczoną konturem piernika. Charakterystycznym elementem była naklejona papierowa podobizna głowy: twarz z brodą i czerwoną czapką. Pozostałą część postaci niekiedy zdobiono lukrem. W sprzedaży znajdowały się także mikołaje wykonane z cukru.
To szczegóły łatwo rozpoznawalne dla osób pamiętających ówczesne święta. Nie dowodzą one jednak, że wszystkie podobne wypieki miały wspólne miejscowe pochodzenie. Pokazują natomiast, jakie formy świątecznych słodyczy funkcjonowały w powojennej sprzedaży i pozostawały w pamięci mieszkańców.
Osobnym wątkiem jest piernik strzelecki „Adonis”, związany z pomysłem miejscowej opowieści nawiązującej do XIX-wiecznego konia wyścigowego ze stajni hrabiów Renardów. Punktem odniesienia jest receptura „Konika na biegunach”, odnaleziona w zeszytach Morawitzkiego obok przepisu na piernik „Żaba szczęścia”. Wątku tego nie należy łączyć z piekarnią Ewalda Pawellka ani ze wspomnieniami o wypiekach Feliksa. Relacja Jana Wacławczyka dotyczy mamlołka i nie stanowi świadectwa wypiekania Adonisa.
Informacje o pracy Feliksa i mamlołku przekazał mi mój brat, Jan Wacławczyk. Zachowanie tej relacji pozwala ocalić nazwę, wygląd wypieku i sposób jego przygotowywania. Może też pomóc w dalszych poszukiwaniach. Być może inni dawni pracownicy piekarni, ich rodziny lub mieszkańcy pamiętają podobne bułki, posiadają fotografie albo zachowane foremki. Takie świadectwa pozwoliłyby dokładniej ustalić, czy mamlołk był osobistym wyrobem jednego piekarza, czy śladem szerszego zwyczaju.

