Rekodzieło i rzemiosło

Rekodzielo i rzemioslo to coraz mniej spotykane zjawisko tworczej inwencji ludzkiej, jaka miala jeszcze miejsce przed 50 laty. Wplyw na taki stan rzeczy ma niewatpliwie automatyzacja oraz masowa produkcja przedmiotow codziennego uzytku. Bezpowrotnie minely czasy wiejskich wytworcow miotel brzozowych, koszykow wiklinowych czy naczyn glinianych. Takze profesja zegarmistrzow, szewcow, kowalow, krawcow jest rzadkoscia.Zupelnie w zapomnienie dszedl zawod mlynarza. Nawet status chlopa czy rolnika zostal zastapiony przez producenta zywnosci. W ostatnich trzech dziesiecioleciach zdewalulowalo sie rowniez okreslenie robotnik. W naszych czasach zastapione zostalo nazwa pracownik. Nie oznacza to jednak ze zapomniane zostaly umiejetnosci zwiazane z tymi czynnosciami. Jednakze coraz czesciej sa one czescia jarmarkow i festynow ludowych.

Jarmark cysterski w Jemielnicy

Już po raz IX zorganizowano w Jemielnicy Jarmark cysterski. 1-go maja odbyły sie przeróżne imprezy. W otoczeniu zabudowań klasztornych i w ciekawej oprawie średniowiecznych strojów, odbyły się przeróżne imprezy przypominajace dawne czasy. Tajemnice zamknięte w podziemnych piwnicach opowiadajace o różnych historiach, można było poczuć na w\łasnej skórze biorąc osobisty udział w tym przepięknym spektaklu.

Cztery młyny nad rożniątowskim potokiem

Już bezpowrotnie mineły czasy świetności profesji młynarza i prosperity wiejskich młynów wodnych. Przepływający przez Szymiszów ciek wodny, biorący swój początek z rożniątowskiego źródła, nosił na przestrzeni wieków różne nazwy. Pierwsza udokumentowana zapisana informacja jaka zachowała się do naszych czasów, odnosi się do zapisków umieszczonych na mapie z 1795 roku, gdzie odnajdujemy określenie Suskasbach.  Z okresu wieku XIX znane są również nazwy Rożniątowska Woda (Rosniontauerwasser). Już wtedy strumień ten napędzał dwa młyny. Jeden z nich był młynem zamkowym, drugi młyn, przez kilkadziesiąt lat na przełomie XIX i XX wieku, nosił nazwę Oczkommühle, od nazwiska własciciela gospodarstwa, niejakiego Oczko. Mieścił się przy drodze z Szymiszowa do Suchej. Droga ta jest starsza niż połączenie z Szymiszowa Wsi przez Wapiennik, łączące się z trasą Kalinów-Sucha. Nazwa Oczkomühle został zapisana na starych kartach, i była jeszcze w użyciu do lat 20-tych XX wieku. Miejsce o którym jest mowa, to pewne wzniesienie, u którego podnóża znajdowało się gospodarstwo, nazywane również Bukowiec lub później Menclerowe, od nazwiska nowego właściciela, (rodziny Mencler vel Mentzler). Badania terenu wskazują, że już w XIX wiek, pewna część zabudowań gospodarczych znajdowała się powyżej strumienia, w miejscu dzisiejszej ,,remizki,, Tak zwana ,,remizka,, to zarośnięty starymi drzewami pas ziemi, ponad strumieniem spadającym właśnie w miejscu istnienia młyna. Znajdowano tam kamienie obrudzone zaprawą, jak również starą ceramikę. Sprawą niejasną jest natomiast kwestia koryta potoku, które prawdopodobnie zostało w swym biegu zmienione. Swiadczyć o tym może fakt że łąki znajdujące sie poniżej dzisiejszej rzeczki, są szczególnie urodzajne tak samo jak ziemia ogrodu za murem. Co do drugiego młyna, jeszcze starszego niż opisany powyżej, należy wspomnieć że jako młyn zamkowy mógł już istnieć we wczesnym średniowieczu, obok ówczesnego dworzyska które zastąpiono wybudowanym w początkach XVII wieku pałacem. Dwa następne młyny, a więc młyn w Rożniątowie oraz drugi na końcu wsi Szymiszów, który nosiła także nazwę młyna Mentzlerow, (od nazwiska innej rodziny Mentzler), powstały z pewnością na przełomie XVIII i XIX wieku. Najciekawszą jednak historię posiada młyn u Holka, którego dzisiejszym włascicielem jest rodzina Mroz z Rożniątowa.

Widok młyna w zimie

wnętrze młyna

Według wszelkiego prawdopodobieństwa młyn ten został postawiony w miejscu, lub obok dawnego dworzyska bądź małego grodziska, otoczonego wodami potoku. Rozlewisko i miejsca bagniste powstałe pomiędzy dzisiejszymi Piołskami a parkiem pałacowym, były z pewnością dobrym miejscem obronnym. Budowa pałacu w Szymiszowie przez rodzinę Krzidlowskich, na przełomie XVI i XVII wieku, spowodowała wielkie zmiany również w obrębie samej osady Schemischow. Pałac który został zbudowany przed rokiem 1600, zanim jeszcze postawiono murowany kościół ( który dzisiaj jest pod wezwaniem Św. Szymona i Judy Tadeusza), był efektem starań ich ówczesnych właścicieli Ludmiły von Strzela i jej męża Jana Krzydłowskiego z Krzydłowic. Jako dobra rycerskie były one prezentem ślubnym dla tej pary, od Piotra Strzeli, ktory zmarł w 1600 roku. W starych dokumentach wspomina się że dwór w Schimischowie był w opłakanym stanie, kiedy został przejmowany przez rodzine Krzidlowskich. Zaraz po wybudowaniu pałacu postanowiono zbudować kościółek, jako kaplicę zamkową i miejsce pochówku członków rodziny. Inicjatorem i budowniczym tej światyni była rodzina Krzyidlowskich,  śląskich protestantów. Istnieje przypuszczenie że kościół ten powstał w miejsu  lub obok  małej drewniannej świątyni. Fakt, że domniemane podziemne przejście z kościoła biegnące od starej krypty w kierunku młyna, może wskazywać na połaczenie z ówczesna siedzibą rycerską znajdującą się właśnie w tamtym miejscu. W czasie przebudowy młyna i roszerzenia o zabudowania mieszkalne na poczatku XIX wieku, jako drugiej fazy zmian architektury tych zabudowań, skorzystano częsciowo z wczesniejszych fundamentów, starszej budowli, która jednak w swym głównym założeniu musiała być konstrukcją drewnianną. Obecnie istniejace zabudowania zostały ponownie poddane zmianom w pierwszych latach XX wieku. Nowym właścicielem stał się rodzina Holek, która odkupiła młyn od hrabiego Strachwitza. Wtedy dokonano ponownych zmian, podwyższenia budynku w części mieszkalnej jak też wybudowano nowe pomieszczenia gospodarcze. Interesującą częścią tego gospodarstwa jest mur otaczajacy cały teren, (który istniał już w poczatkach XIX wieku), przypuszczalnie był on wówczas wyższy i szerszy. Został on jednak rozebrany a kamień z tej rozbiórki wykorzystano w pracach modernizacyjnych gospodarstwa w początku XX wieku.

Wielkanocny czas w powiecie strzeleckim


Wniebowstąpienie Chrystusa, według rysunku Burgharta Hummela

,,Truda joł ci gołdom iże ta motyka Marika, moł nieposkludzane we izbie, pewnikym skludzoł jyno łod Wielkego Piontku,,

Tak rozmawiały ze sobą mieszkanki jednej z podstrzelckich wsi. Jak wynika z tego dialogu porządki przed świętami Wielkanocnymi na opolszczyźnie były najważniejszym obowiązkiem każdej gospodyni domowej. Ziemia opolska jest jednym z nielicznych terenów gdzie zachowały się tradycyjne obyczaje śląskie, pielęgnowane pieczołowicie z pokolenia na pokolenie. Wielkanoc jest szczególnym czasem. W Wielki Czwartek przystępowano do porządków w obejściu i domu. Niewiasty wraz z dziewczętami zajmowały się sprzątaniem pomieszczeń mieszkalnych, ojcowie i młodzieńcy obejściem gospodarczym, ogródkiem i ulicą przed brama wjazdowa do domu. W niektórych wsiach młodsze dzieci, szczególnie chłopcy, zbierając liście i różne inne pozostałości wkładali je do metalowych puszek, które specjalnie przygotowywano na tą okazję. Puszki dziurawiono, tak aby był dobry dopływ powietrza, mocując do nich długi drut. Następnie zapalali zgromadzone wewnątrz liście i inne odpady, kręcili nimi jak kadzidłem. Wydobywający się z puszek ogień i dym, był podtrzymywany ciągłym ruchem wachadłowym. Sprawiało to wiele radości dzieciomm ale również dużo troski rodzicom. Obowiązkiem starszych dzieci było sprzątanie chodników i ulicy, części należacej do posesji. Tradycyjnie do dzisiaj w tych pracach stosuje się miotłę zrobioną z gałązek brzozowych. Kobiet myły okna, szorowały podłogi i posadzki, stroiły obejscie pierwszymi kwiatami. W gospodarstwie oprawiano gadzinę i bydło, czyszczono kurniki i klatki dla królików, nawet psia buda była doprowadzana do porządku. Obchodzenie tych świąt ma również inne ciekawe oblicze, dotyczące zwyczajów i obrzędów. Zaliczamy do nich ,,całowanie Ponboczka,, Niedziela Palmowa, robienie kroszonek, szukanie zajączka, turlanie kroszonek, sikanie dziewczyn i kobiet perfumami jako forma chodzenie po kroszonki, czy lany poniedziałek i inne. Wielka Sobota była zawsze szczególnym dniem dla małych dzieci. Wten to właśnie dzień, zazwyczaj matki, szły ze swoimi najmłodszymi pociechami do kościoła ,, pocałować pomboczka,, Przed głównym ołtarzem który był sasłonięty czarnym bądź fioletowym materiałem, ustawiony był wielki, leżący krzyż z przybitym na nim Jezusem Chrystusem. Przed pójściem do kościoła, w domu przygotowywano koszyczek z jedzeniem przeznaczonym do poświęcenia. Koszyczek niesiony był zazwyczaj przez dzieci dopiero w samycm kościele. W kolejce wiernych czekało się cierpliwie na moment podejścia do Bożego Grobu, klękając przy krzyżu, całowało się figurę Chrystusa. W takcie tego symbolicznego całowania ran Chrystusa, matka przytrzymywał przez ten czas koszyczek ze święconką. Poźnie przechodziło sie wokół ołtarza wrzucając do skarbonki monety. Po tej ceremoni wychodząc z kościoła przypominało się dzieciom by zobaczyły, czy aby coś ,,ponboczek,, nie włożył do koszyczka za ich dobre zachowanie w kościele. Był to piekny moment, gdyż zawsze odnajdywało się jakieś słodycze schowane pośród święconki, nakrytej białą chusteczką. Jak dostawały się te rzeczy do środka, nikt nie mógł zgadnąć, dla dzieci był to cud, magiczna sprawa. Niedziela to nastepny dzień kiedy rozgrywały się oczekiwane od dawna poszukiwania zajączka. Na wsi , zajączka szukano zazwyczaj wogródku lub na podwórku. Odnajdywało się rózne slady swiadczace o jego obecności. Były to wspaniałe chwile otoczone napieciem i dramaturgią szukania zajączka. W mieście zazwyczaj jeden z rodziców wysypywałna podłogę, trochę wczesniej przygotowanego siana, tworząc ślad po którym dzieci szukały swoich podarunków. W dawnych czasach były to cukrowe zajączki i baranki oraz kolorowe jajka, cukierki lub czekolada. Ale już nastepnego dnia na dzieci czekały nowe niespodzianki. Lany poniedziałek.Jednakże dzień wczesniej a więc w niedzielę, wykonywano ,, opolskie kroszonki,, Były one w zasadzie przygotowane dla odwiedzających w poniedziałkowy poranek gromady chłopaków. Do dobrego tonu należało zachować się wzorowo. Do tak zwanego kulturalnego ,,sikania,, stosowano perfumy albo wodę kolońska zmieszana z wodą. Im intensywniejszy był zapach tym większe były szanse na otrzymanie najładniejszej kroszonki. Oczywiście na pierwszym miejscu ,,sikano,, gospodynie, które wytrawnie i bez ogródek oceniały zapachy stosowane przez ,, kawalerów,, Następnie przystępowano do ,,sikani,,a dziewcząt. Niejednokrotnie dochodziło wtedy do wzajemnego polewania się woda. Rozpoczynali chłopcy, jednakże jeżeli kawalerowie nie byli zbyt mile widziani, akcję tą jako pierwsze rozpoczynały dziewczyny. W samej rzeczy otrzymywano za te ,,usługi,, odpowiednią nagrodę w postaci kroszonek różnej barwy i wzoru. Sympatia do kawalerów wyrażana była barwą czerwona, brązową, zieloną lub ciemno granatową. Dla mniej ulubionych czy sympatycznych kawalerów dawano kroszonki barwy żółtej. Zazwyczaj to właśnie te żółte stosowane jako broń w zawodach stukania jajek. Te najładniejsze były starannie zabezpieczane po kieszeniach, aby zaprezentować je w domu, przeznaczając je do kolekcji najpiękniejszych okazów wielkanocnych zdobyczy. Tymi gorszymi lub mniej ozdobnymi stukano się bez liku. Prowadzono zakłady, o to która kroszonka jest mocniejsza. Stukano się czubkami jajek próbując dokonać zniszczenia jajka przeciwnika. Zawyczaj zakładano się o najładniesze z posiadanych okazów.

Szkolna Kasa Oszczędnościowa w Szymiszowie

Pięknym rozdziałem życia szkolnego w Szkole Podstawowej w Szymiszowie, była Szkolna Kasa Oszczędnościowa. Prawdziwy rozkwit oraz organizacyjną motywację wprowadziła pani Edeltraud Gospodarek, która przejęła opiekę nad grupą klasowych skarbników.

Wzór książeczki, Szkolna Kasa Oszczędnościowa, ze szkoły Podstawowej Nr 1 w Szymiszowie

Ideea Szkolnych Kas Oszczędnościowych istniała w szymiszowskiej szkole już przed drugą wojnną światową, Wtedy Kreiss Sparkasse Gross Strehlitz, wprowdziła formę edukacji oszczędnościowej poprzez propagowanie oszczędzania. Objawiało się to odwiedzinami w strzeleckich szkołach wiejskich, wyznaczonych do tego pracowników Sparkasse, którzy informowali dzieci o sensowności ideii oszczędzania.

Źródło Wikimedia.org.von J. Rzadkowski Foto Ernst Senckel

Pierwsza szkolna kasa w Państwie Pruskim, została założona w Prowincji Brandenburgi w 1867 roku. Już w roku 1880 zostało założone towarzystwo „Vereins für Jugendsparkassen in Deutschland“ pod wpływem działąń i pod kierownictwem Ernsta Senckel (Foto powyżej). W 1905 roku na ówczesnych terenach Pruss działało około 5000 (Jugend und Schulsparkassen) młodzieżowych i szkolnych kas oszczędnościowych.

Jak już wspomniano Sparkasse Gross Strehlitz założona 1857 roku, objęła szeroki patronat nad propagowaniem oszczędności wśród dzieci i młodzieży dawnego okregu strzeleckiego. Wydawano wtedy książeczki oszczędnościowe zwane Schulsparbuch. Wzór takiej ksiązeczki poniżej.

Wzór szkolnej ksiązecki oszczędnościowej zpoczątków XX wieku

W Polsce w 1925 roku, ówczesny Minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego Stanisław Grabski zaproponował w wydanym przez siebie okólniku, odezwę do dzieci i młodzieży z programem wprowadzania umiejętności i zasad oszczędzania pieniędzy. Nauka miała być realizowana poprzez system szkolnych kas oszczędności.



Rok 1935 r. był przełomem w organizacji nauki oszczędzania dla dzieci i młodzieży na terenie Polski. Wtedy to szkolne kasy oszczędności zostały oddane pod kuratelę Pocztowej Kasy Oszczędności (dzisiejszego PKO, Banku Polskiego) Na przełomie roku szkolnego 1934/1935 r. do SKO organizowanych przez PKO przystąpiło ponad 5,5 tys. szkół, a książeczki oszczędnościowe otworzyło prawie 0,5 mln uczniów. Do miesiąca września 1939 roku, w SKO działało w około 14 tysiącach szkół, skupiających ponad milion uczniów.
Od samego początku PKO wspierała działania szkół uczestniczących w SKO oraz pracujących w nich nauczycieli. Do szkół przekazywane były materiały dydaktyczne, poradniki dla nauczycieli, czasopisma dla młodzieży („Młody Obywatel”). PKO organizowała grupowe konkursy oszczędnościowe, dla Szkolnych Kas, jak też dla ich indywidualnych uczestników, gdzie oferowano atrakcyjne nagrody finansowe i rzeczowe.

W 1950 roku Pocztowa Kasa Oszczędnościowa została przemianowana na Powszechną Kasę Oszczędnościową. Wydano odgórne decyzje związane ze zmianmi w gospodarce, pociągnęły to za sobą zmiany nastawienia władz w oszczędzaniu oraz racjonalnym zagospodarowywaniu dostępnych, skromnych zasobów materialnych i finansowych. Miało to także mieć charakter współzawodnictwa w pracy, kolektywizmie oraz jedną z metod wychowania dzieci i młodzieży.

Działalność Szkolnych Kas Oszczędności została wciągnięta w obowiązujący po wojnie model wychowania dzieci i młodzieży. Promowano ideę SKO porzez dostarczanie dla szkół materiałów propagandowych, broszur, w tym przedwojennego tytułu„Młodego Obywatela”, wznowionego w formie gazetki ściennej. Na śląsku opolskim, na dobre oszczędność uczniowska SKO zagościła dopiero w roku szkolnym 1957/1958. Wtedy to zorganizowano Międzyszkolny Konkurs „Sztafeta Oszczędnych”, w którym według ówczesnych danych statystycznych, uczestniczyło ponad pół miliona dzieci. Wprowadzono szereg zachęt konkursowych, gdyż do wygrania były atrakcyjne nagrody: rowery, radioodbiorniki, zegarki, sprzęt sportowy czy fotograficzny. Dla SKO z konkretnych szkół, w kategorii grupowych nagród, oferowano zbiorowe wycieczki do Warszawy, w góry bądź nad morze.

Takie oto monety wpłacano w latach 60 tych XX wieku, na szkolne książeczki oszczędnościowe

Co dalej z patronatem nad rożniątowską ruiną

Z ostatniej chwili ………………..

Wielce iepokojaca jest informacja że do dnia dzisiejszego nie doszło do zapowiadanego spotkania pomiędzy przedstawicielami OSP Rożniątów a kierownictwem Nadleśnictwa Strzelce Opolskie. Zaistniała możliwość przejęcia w dzierzawę rożniątowskiej górki wraz z zabezpieczoną ruiną wieżą kaplicy św. Floriana, za przysłowiową złotówkę. Jak do tej pory kilkakrotnie przesuwamo termin takich rozmów. Według informacji jakie przekazało nam kierownictwo Lasów Państwowych, nikt z OSP Rożniątów nie pojawił się w tej sprawie. Sytuacja wymaga jednak podjęcia konkretnych kroków, gdyż teren wokół wieży jest coraz bardziej zaśmiecany i wymaga stałej opieki. Wielką szkodą dla wszystkich, będzie zaprzepaszczenie nadziei jakie pokładano w ożywienie tego objekt. Miała to być jedna z większych atrakcji turystycznych gminy Strzelce Opolskie.

Tak powoli zaczyna wyglądać teren wokół zabytku. Niezwłocznie należy podjąć odpowiednie kroki celem przywrócenia porządku.

Jemielnicki punkt muzealny

Lokalny historyk z Jemielnicy, Pan Piotr Michalik wspolnie z inicjatywą społeczną Moreantiqua oraz samorządem Gminy Jemielnica, pragnie pomóc zrealizować ambitny plan powołania ruchomego punktu muzealnego. Koncepcja zaproponowana przez społeczników z Moreantiqua, opiera się na zaprezentowaniu zbioru przedmiotów i artefaktów nawiązujące do histori lat minionych i przeszłości ziemi strzeleckiej. Jemielnica jest miejscem szczególnym nie tylko pod względem zamieszkajacych tam ludzi, ale przede wszystkim ze względu na jej historyczny charakter. Zabytki architektury sakralnej w postaci zespołu klasztornego oraz dwóch kościołów, architektura zabudowy samej wioski jak też powiąznia miejscowości z historycznymi postaciami i wydarzeniami sprawia że miejscowośc tak posiada szczególny charakter. Obiektem który może zmienić sposób widzenia tej miejscowości, jest zabudowanie przyklasztornego spichlerza. Obszerna kubatura pomieszczenia, ukształtowana surowymi kamiennym ścianami oraz drewniannymi balkami konstrukcji dachu i wewnętrznych przepierzeń, tworzy specyficzną atmosferę średniowiecznej surowości ducha tamtej epoki. Szczególnym czasem w którym możemy doznać takich przeżyć, jest okres wakacyjnych miesięcy. Gorące letnie wieczory spędzone nad jemielnickim stawem, są doznaniem które można przeżyć jedynie tutaj. Dlatego też, jesteśmy przekonanie że miejsce to może stać się czymś więcej niż punktem muzealnym, gdyż wiąże sobą nie tylko przestrzeń ale i czas przeszły. Jedna z wiekszych tajemnic historycznych tej miejscowosci jest sprawa faktycznego fundatora klasztoru Cystersów. Istnieja trzy tearie dotyczace okresu, powodu i osoby ktora zainicjowala sprowadzenie zakonnikow do Jemielnicy. Pierwsza z nich mowi ze cystersow osadzil w tej wsi ksiaze Bolko opolski, inna wersja stwierdza ze to jego syn ksiaze strzelecki Albert dokonal fundacja klasztoru budujac murowane pomieszczenia mieszkalne dla zakonnikow. Inni badacze sklonni sa uwazac ze jest to fundacja rycerska gdyz jeden z rycerzy niejaki Jaksa z Lichtenbergu ktory byl w poczatkach pierwsze polowy XIII wieku zwiazany z zakonem cystersow w Rudach, jest uiety w gronie dobroczyncow na rzeczy klasztoru w Jemielnicy

Znalezisko na palach pod Strzelcami

Jeszcze jedno odkrycie nawiązujące do bitwy z 1745 roku, jaka miała miejsce pomiędzy wojskami pruskimi, dowodzonymi przez obersta Malachowskiego a oddziałami insurektów austriackich. Są to ołowiane kule pistoletowe lub muszkietowe, oraz kule armatnie małego kalibru.

kilka sztuk kulek ołowianne (pistoletowych) jakie znaleziono na polach pod Rożniątowem w roku 2005.