Miejsce w szymiszowskim lesie, zwane Bratówka.

Dakładnie nikt nie może powiedzieć dlaczego ów leśny wzgórek, w połódniowo-zachodniej części szymiszowskiego lasu, znajdujący się na wysokości krzyżówki dróg Prankel-Kalinów a Szymiszów wieś w kierunku drogi Wapenniki-Kalinów, został nazwany ,,bratówką,, Miejscowy ksiądz o nazwisku Plachetka opowiadał jedną z historii dotyczącej tego miejsca w czasie nauki religii. Otóż bardzo dawno temu, jeszcze w czasach kiedy właścicielem posiadłości szymiszowskiej była rycerska rodzina Strzelów, doszło do wielkiego nieszczęścia. Pan na Szymiszowie i Suchej miał dwóch synów i jedną córkę. Synowie byli bliźniakami i byli do siebie bardzo przywiązani. Jeden bez drugiego nie mógł żyć. Dorastali we dworze w Suchej, gdyż na dobrach szymiszowskich siedziba pańska była całkowicie zrujnowana, a dworzysko nadawało się do odbudowy. Wszystko robili razem. Czas upływał im na jeździe konnej i ćwiczeniach w rycerskim rzemiośle. Obaj byli bardzo dobrymi łucznikami. Pewnego jesiennego dnia, a było to krótko przed św. Janem, obaj młodzieńcy udali się na polowanie. Od wczesnego świtu wraz z dwoma pachołkami podjęli trop wspaniałego jelenia o którym donieśli szymiszowscy chłopi. Zapowiadało się iż zdobędą wspaniałe trofeum, gdyż wspomniany jeleń miał byc ogromnego wzrostu z przepięknym porożem. Aby zwierzyna nie uszła z ojcowskiego lasu postanowili ją osaczyć. Kluczyli długo po leśnych ostojach okrążając jelenia, który jakby przeczuwał swoich prześladowców pokazywał się raz to jednemu, raz to drugiemu z braci. Oni zaś podchodzili zwierza nie wiedząc że są blisko siebie. Jeleń zaś kluczył spokojnie wśród zarośli, jakby wiedział iż może ich przechytrzyć. Raz po raz przystając, kroczył dostojnie na leśną polanę wzniesienie, gdzie pośród rozrzuconych głazów rosły niewysokie krzewy. Myśliwi byli już pewni swojej zdobyczy. Jeden z południowej, drugi z północnej strony. Czając się czekali odpowiedniego momentu. Ogromna sylwetka jelenia przystanęła na chwilę jakby zapraszała luczników do oddania strzału. Bracia stali po przeciwległej stronie polany, jednak nie widząc siebie. Jednoczesnie podjęli decyzję o oddaniu strzału, obaj też mierzyli w szyję zwierzęcia. Jednocześnie wypuścili strzały, które podąrzały z ogromną prędkością w kierunku sylwetki jelenia. Nagle stała się rzecz niesamowita. Stojący do tej pory jak zaczarowany, w bezruchu jeleń skłonił na chwile swoją głowę, a wystrzelone w jego kierunku strzały minęły się ze świstem, przelatując pomiędzy jego ogromnymi rogami. Śmiercionośne pociski z ogromną szybkością zbliżały się do stojących na przeciw siebie braci. Usłyszeli, w ułamku sekundy świst, a później jakby trzask bicza który odbił się echem po całym lesie. Nastała krótka cisza którą przerwał przerażliwy ryk jelenia. Ten krótki moment zdawał się być dla nich zapowiedzią tryumfu. Gdy nagle świat zawirował przed ich oczyma. A jakież było ich zdziwienie gdy w ich piersiach, na wysokości serca, pojawiła się długa strzała. I jak by jednocześnie uderzeni piorunem, upadli bez życia na ziemię. Tak skończył się żywot młodych panów na Suchej, ostatnich z rodu Strzelów. Niejednokrotnie mieszkańcy okolicznych osad słyszą wieczorną porą przeraźliwy ryk jelenia, a jego postać jak duch pojawiał się i znikała w różnych częściach szymiszowskich lasów.

Pozostałości pamiątkowego kamienia na ,,bratówce,,

Na pamiątkę tego tragicznego wydarzenia, ojciec młodzieńców kazał sprowadzić w to miejsce dwa ogromne wapienne głazy. Jak podaje stara legenda, skrószały się i rozpadły na wiele mniejszych kamieni, które do tej pory można zanleźć w miejscu określanym przez miejsowych jako ,,bratówka,, Jeszcze w latach międzywojennych wierzono że kto nosić będzie przy sobie okruch kamieni z ,,bratówki,, będzie kochał się z własnym rodzeństwem do końca swoich dni.

według przekazu Teodora Greifa z Szymiszowa czerwiec 2009 roku

2 Replies to “Miejsce w szymiszowskim lesie, zwane Bratówka.”

  1. Istotnie, legendę tą słyszałem już w latach 70 XX wieku. Została ona zapisana w moim zbiorze ,,Legendy i podania ziemi strzeleckiej,, wydanie własne Gelnhausen 1997
    Norbert Waclawczyk

Możliwość komentowania jest wyłączona.